Felietony różniste

Dobre rady są ZŁE

…jednak dalej możemy udawać, że są dobre. Możemy wypierać zdrowszą perspektywę i wmawiać sobie, że to niewygodne stwierdzenie nie istnieje. Nikt nie zabroni nam oszukiwać samych siebie. Mamy prawo wierzyć, że dobre rady są dobre, nawet mimo to, że są ZŁE.

Możemy zupełnie nie zastanawiać się nad tym – dlaczego nie działają? A nawet nie zwracać uwagi na fakt, że bardzo często, nie możemy ich zastosować (“coś” jakby powstrzymuje nas, nawet wbrew nam).

Zatem “możemy wszystko” – zignorować, albo…
skoro i tak wszyscy umrzemy, to może – tak z ciekawości – zobaczyć, co się wydarzy, gdy spróbujemy zachwiać “istniejącym porządkiem świata dobrych rad”, które w istocie są ZŁE, ponieważ:

>>> dobre rady uzależniają i wrzucają nas na “złe tory”.
Niezauważalnie, z każdą kupioną dobrą radą, “rozwiązaniem” czy ruchem w kierunku otrzymania wskazówki – rośnie w nas potrzeba i przyzwyczajenie dostawania/szukania rad. Nie dość, że tracimy autonomiczność i osobowość, to na domiar złego nasz umysł wpada w “zdumiewające zjawisko torowania”, o którym pisze Noblista Daniel Kahneman w książce “Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”. Zacytuję jeszcze jedną ciekawostkę z tej książki (choć jest ich tam mnóstwo): “Badania nad efektami torowania zaowocowały odkryciami, które stawiają pod znakiem zapytania pogląd, jakoby ludzie byli świadomymi i autonomicznymi autorami swoich osądów i wyborów”.

>>> dobre rady otępiają nas. 

Poradnictwo, a nawet najczulsze przewodnictwo jest toksyczne, ponieważ “zatrzymuje” i utrzymuje nas w pozycji nieporadnego dzieciaka, któremu trzeba mówić co ma zrobić, jak ma to zrobić, bo samo jest tak głupiutkie, że sobie poradzić nie może i swoich rozwiązań nie znajdzie.

Tymczasem poradnictwo jest “prawdziwą orgią czystej spekulacji”, co uzasadnię w kolejnym podpunkcie, a tutaj przyznam się, że cytowane słowa pożyczyłam od Hannah Arendt z książki “Życie umysłu”, gdzie używa ich w nieco innym kontekście, jednak genialność ich połączenia pasuje doskonale również do poradnictwa. Pozwolę sobie zaznaczyć, że nie chcę powiedzieć iż orgie są złe, tylko to, że ich efekty nie powinny być określane mianem: dobra rada, terapuetyczna metoda czy gotowe rozwiązanie.

>>> nie szanują nas.
Nie szanują przede wszystkim naszego absolutnie niepowtarzalnego Istnienia – unikatowej kompilacji genów, splotów DNA, uwarunkowań rodzinnych, społecznych, kulturowych, na które nie mieliśmy żadnego wpływu oraz tych, które tworzyły się z każdym życiowym doświadczeniem, emocją i reakcją na nie; a także tych, przez nas wypracowanych, kształceniem i “wychowywaniem” siebie. Choć wiemy o tym, że każdy z nas jest inny, to mam wrażenie, że nasza pamięć podręczna lub część operacyjna umysłu nie przechowuje “pod ręką” rozumienia, absolutnej niepowtarzalności każdego człowieka. Stąd absurdalne w rzeczy samej pomysły, że jeden człowiek może doradzać drugiemu, co ma zrobić, jak postąpić lub co gorsza, jak myśleć w danej sytuacji. 

“Każdy głupi może wiedzieć. Sedno to zrozumieć” – Albert Einstein.

Nikt nas nie może w pełni prawdziwie zrozumieć, ponieważ nawet gdy sytuacja czy problem, z którym się zmagamy, jest łudząco podobny do problemu innych ludzi, to nie przeskoczymy faktu absolutnie niepowtarzalnego Istnienia każdego człowieka. Zatem dane rozwiązanie jest kompatybilne tylko z danych człowiekiem – żadnym innym.

>>> odbierają siłę, godność i…pieniądze.
Dostawanie, kupowanie dobrej rady jest synonimem wmówienia sobie – nie poradzisz sobie samodzielnie. Gdy to się wydarzy raz w miesiącu, zapewne nic wielkiego nie stanie się w ludzkiej psychologii, ale…za każdym razem gdy powtarzam ten proceder, to pogłębiam w sobie “nie poradzisz sobie samodzielnie” i tym prostym, niedostrzegalnym wręcz sposobem, zamiast rosnąć w siłę i rozwijać życie (z “pomocą” dobrych rad), tracę siły – staję się wcale nie coraz lepsza, ale coraz słabsza. A im słabsza jestem, tym bardziej i intensywniej zaczynam myśleć, że potrzebuję pomocy – dobrej rady, która pomoże mi wyjść z tego osłabionego stanu.
Jeśli w tym momencie dobra rada zadziała i poczuję się lepiej (nawet na krótką chwilę), to nie przyjdzie mi do głowy, że wzmocniłam siebie, ale to, że polepszone samopoczucie zawdzięczam tej obcej osobie, która radę dała lub sprzedała – co się wtedy najprawdopodobniej stanie? Oddam pokłon tej osobie i uzależnię się (i swoje życie) od jej dobrych rad (a to jest ukryty cel osób pouczających, prowadzących, itp.) Stracę możliwość samostanowienia o sobie, wraz z tym godność, a w między czasie… cały czas traciłam pieniądze.

>>> hamują nas przed popełnianiem własnych błędów.
A przecież na własnych błędach i ich konsekwencjach uczymy się, dojrzewamy, rozpoznajemy własną odpowiedzialność i zdobywamy tzw. życiową mądrość. W przeciwnym razie, jeśli unikamy błędów i przykrości konsekwencji to…w istocie zamieramy za życia i niepostrzeżenie stajemy się marionetkami, które bez oparcia o sznureczek czyjegoś doświadczenia i rady, dosłownie padną na twarz i nie wstaną.

>>> tworzą sztuczną konieczność,
że mamy “zawsze, wszystko” robić dobrze, właściwie, odpowiednio, sensownie, rozsądnie, mądrze (co jest niemożliwością bez własnych błędów i refleksji), zgodnie z założonym i profesjonalnie opracowanym planem, produktywnie, proaktywnie (z wyobrażeniem wymarzonego celu). Kto wytrzyma tak przewidywalne i nudne życie? 

Otóż nikt, jednak my ludzie nie chcemy tego przyjąć do świadomości i brniemy w sztuczne konieczności, ale… Ale, Życie doskonale to rozumie, i za nas dba o to, byśmy nie poumierali z nudów – daje nam przypadki, nieoczekiwane zwroty akcji, pełne napięcia niewiadome i spontaniczne, niespodziewane radości. Wszystko to, czego człowiek zaplanować i wymyślić nie zdoła, a nawet nie chce.

>>> utrudniają rozpoznanie własnego zdania.
A kim jesteśmy bez własnego zdania? Puchem marnym, który można jednym dmuchnięciem przenieść w inne miejsce, wskazane przez owego dmuchającego i… leżymy tam grzecznie i marnie, aż dmuchający, ten sam lub zupełnie inny (który też dmuchać potrafi), znów dmuchnięciem (swej rady, opinii, zdania, teorii, ideologii) nie przerzuci nas gdzieś indziej. Na tej rozdmuchanej arenie nie tylko trudno poznać własne zdanie, ale…trudno rozpoznać i poznać siebie.

>>> niszczą zaufanie do siebie.
Oto dobra rada – buduj zaufanie do siebie tak, a tak (tutaj recepta, 5 kroków, 7 etapów, itp.). Czy to pomoże zbudować zaufanie do siebie? Czy raczej nigdy nie dowiem się, jak mogłabym to zrobić – zbudować zaufanie do siebie – bez innych? A może owa rada apriorycznie insynuuje, że jako dorosły człowiek – myślące homo sapiens – nie wpadnę na to i nie wymyślę, jak zbudować zaufanie do siebie? Czy może tego typu rada podprogowo wmawia mi, że ja tego samodzielnie uczynić nie mogę lub, że jeśli zrobię, to niewłaściwie, nieskutecznie, a mogłabym lepiej?
Jeśli się nad tym nie zastanawiać, to prawdopodobnie rośnie ryzyko, że nieświadomie mówię sobie  – bez rady i pomocy innych, nawet moje zaufanie do siebie istnieć nie może. Voilà! Gigantyczny konflikt wewnętrzny lub załamanie nerwowe – gotowe.

Wyliczanka mogłaby nie mieć końca, jednak tutaj ją przerwę, by przedstawić bardzo ważnego i tym razem sensownego pomocnika, który żyje sobie w każdym z nas i wyskakuje (na nasze szczęście) zupełnie bez pytania i bez zaproszenia. Oto:

na złość mamie odmrożę sobie uszy,
czyli ratujący nas przed dobrymi radami i chroniący przed ujednoliceniem i wyprasowaniem życia do tego stopnia, by pasowało do jednej modnej ramki – Mr Bunt, który przebiera się czasem za rozrabiakę o imieniu Autosabotaż, a tak naprawdę są przyjaciółmi – naszymi przyjaciółmi, którzy nawet wbrew nam, nie chcą oddać nas w ręce manipulatorów siejących dobre rady (które są złe) i wbrew pozorom robią dla nas wiele dobrego, bo utrudniają nam manipulowanie sobą.

ps. być może tylko w dzieciństwie warto było słuchać Mamy i nie odmrażać sobie uszu, zrzucając czapkę wtedy, gdy kazała ją nosić, ale… Uszy nikomu jednak nie odpadły, a dzika satysfakcja, że zrobiliśmy coś po swojemu, wbrew zarządzającemu – bezcenna. Ahhh…gdyby tak w dorosłości pozwalać sobie na tak żywą i bezkompromisową ekspresję własnej indywidualności, osobowości, własnego JA – Ja w moim życiu rządzę, decyduję i ODKRYWAM SIEBIE, nawet za cenę odmrożonych uszu i poobijanych kolan…

Ja Beata

You may also like

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.