Opowiadania nieoczywiste

Niedokończona tęsknota…

Dlaczego znów tu jesteś…dręczysz mnie. Choć subtelnie, to jednak irytująco, bo nie chcesz odpowiedzieć, dlaczego?

Przecież już wszystko się skończyło, wybolało i wypłakało. Wypielęgnowane rany przestały krwawić, a i blizny po nich zupełnie zniknęły – nie ma śladu. Zobacz. Rozgościła się ulga. Uwielbiam ją w całej rozciągłości. Dla mnie, jest synonimem najpiękniejszej wolności, na mocy której dzieje się dzień, tak zwyczajnie – jak chcę. Bez dopasowywania, dostosowania i „kompromisowania”. Bez stresowania i zastanawiania nad planami, problemami czy oczekiwaniami tworzonymi dla mnie, a nie ze mną. Moja ulga niesie sobą pewność, że już nie zaboli chłód, egzystencjalne zignorowanie czy niewidzialne dla nikogo poniżenie. Zobacz…już nawet trudno mi myśleć o trudnych nastrojach. Wybrzmiały. Zaistniały i…przeminęły. Teraz bezwiednie zauważam i cenię to, co daje mi tyle spokoju, tyle szansy na bycie z sobą – lżejszą, swobodniejszą, pewniejszą i nawet dla siebie przyjemniejszą… Jest dobrze, tylko…

Tylko Ty jesteś jakaś niedokończona…
Nawiedzasz mnie jak duch, nierozumiejący istoty swojego istnienia. Rozedrgana ale przeźroczysta. Niemal niewyczuwalna, a jednak obecna. Nie zawstydzaj się, proszę. Nie chcę Cię wyrzucać z mojego życia. Skoro jesteś, to znaczy, że jesteś – ważna. Nawet jeśli niepoważna, to nic nie szkodzi, bo…wtedy do mnie samej podobna, zatem z całą pewnością moja. Nie wypraszam Cię, jednak pozwól mi zrozumieć…

Za czym Ty tęsknisz?…przecież już nie za nim…po tym wszystkim.

Tęsknię za…zamordowanymi nadziejami…
zapisanymi na tych uroczych filiżankach dla par, a roztrzaskanymi nagłym porywem rozpaczliwej złości, gdy wyszło na jaw, że…
Na wyrzuconych skrawkach porcelany, były obrazy przyszłości. Wiesz, one już istniały, malowały się, choć jeszcze nie wydarzyły. Upiększały beznadziejność wspólnych dni, kołysały smutek i czule ogrzewały zamarzające bez dotyku części ciała. Opatrywały rany, które rzeźbiła sztuczność. Tuliły świadomość, która znała prawdę, choć tak bardzo nie chciała. Zdarzało się, że mdlała…bezceremonialnie lub teatralnie, gdy widziała jak nieudolnie gramy swoje role.


Tęsknię, za cierpliwością, która była mi dana tylko na “wtedy”. Odeszła tak nagle, jakby podmuch jednego jego słowa był silniejszy od kumulacji niszczycielskich huraganów świata, z wszystkich wieków jednocześnie. Przestała istnieć. Zniknęła. Nie zdążyłam jej podziękować za to, jak wiele dla mnie zrobiła. Codziennie dbała o przymykanie oka, choć wiedziała i widziała, to jednak ONA świadomość woalem zasłaniała. Tak bardzo chciała… Każdą wadę ubierała w człowieczeństwo i opowiadała o zawiłości ludzkich losów, co przywoływało łagodność w miejsce, w którym zwykle, pewnie wkraczało oburzenie.

Bardzo dobra była dla mnie. Zrozumiałam to za późno, bo swojego czasu to właśnie Ją obarczałam winą za…przeciąganie w czasie bezsensu, który ranił coraz głębiej i gasił…gasił we mnie wszystko to, co udało mi się roztlić, ocucić, ożywić. Myślałam, że jest wyrozumiała dla niego, a nie dla mnie. Tak bardzo się myliłam. Ona dla mnie dobra była…

…i wyrozumiała, bo być może tylko ona wiedziała, że… żyłam iluzjami. Nie chciała mi odbierać życia, przeżywania i bezgłośnego układania w sobie decyzji, która wydawała się zbyt trudna, by mogła tak po prostu się pojawić i spełnić.
To nie była cierpliwość do sytuacji, tylko dla mnie – bym mogła dojrzeć w sobie w pełni i rozmówić się z wątpliwościami.

Tęsknię za iluzjami, które snułam, by przeżyć kolejny dzień.
Gdyby nie one, umierałabym codziennie…z chłodu, unoszącego się w powietrzu braku życia i tej straszliwej samotności, która najdotkliwsza w swej rozpaczy jest wtedy, gdy istnieje w RAZEM. 

Tęsknoto…jesteś moim jedynym łącznikiem z przeszłością. Ja już nie mam tam dostępu i nic zrobić, ani zmienić nie mogę, ale Ty, skoro jesteś ze mną w “teraz”, a jednak żyjesz przeszłością, to tylko do Ciebie mogę mieć jedną, ostatnią już prośbę…

…zanieś moje podziękowania. Tej Cierpliwości, która dana mi była tylko na “wtedy”. Wiem, że taka sama, ani nawet podobna już nigdy się nie pojawi w moim życiu. Każda następna będzie dojrzalsza, inna, zmieniona, a Jej istnieniem zainspirowana. Zanieś Jej, tę jedną łzę. Ona rozpozna i poczuje się spełniona, bo ta maleńka, już nie jest rozpaczliwa, zasmucona i rozżalona. Ta, jest wdzięcznością wywołana…

…a potem, jeśli chcesz, to wróć. Będę z Tobą tak długo, jak tego potrzebujesz. Mam już w sobie nową cierpliwość i wiem, że… jak się spełnisz, to Ty też miniesz…


Ja Beata

You may also like

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.