Felietony różniste

Nielogiczne emocje…

Nikt ich nie chce…
Nielubiane, porzucane, ukrywane w najciemniejszych zakamarkach, byle tylko nie mogły spojrzeć nam w oczy. Zamykane na klucz ignorancji. Czasem wyszydzane przez innych, gdy choć na chwilkę chcą się ujawnić. Wtedy jeszcze brutalniej spychane do otchłani wewnętrznego świata, którego nikt inny nie zobaczy. To często nieciekawy los naszych „nielogicznych” emocji…

Gdyby rozwinąć bardziej rozczulająco taki wstęp, być może pojawiłaby się ochota, aby zacząć im nieco współczuć… przecież są częściami człowieczeństwa, więc nie zasługują na tak straszliwe męczarnie. Nie zasługują na to, by udawać, że nie istnieją – skoro istnieją. Jednak uznane społecznie za nielogiczne…a właśnie – może zerknijmy dlaczego są traktowane jako nielogiczne.

Wiedza o prawie przyciągania oraz tym, że jesteśmy wibrującą energią emitującą częstotliwości naszych emocji sprawiła, że pojawiła się masa interpretatorów – ja ich nazywam Mesjasze. Nie dlatego, że mam ochotę na sarkazm tylko po to, by ochronić siebie – by mój umysł nie przyjmował obcych  interpretacji za swoją lub co gorsza prawdziwą. Chcę zachować swoją Wolną Wolę w wyborze i odkryć własną interpretację – to tyle. Tobie również to polecam, bo jak widać wokoło nie ma jednej „prawdziwej prawdy” – jest ich całe mnóstwo…
Teraz wracając do Mesjaszy – lubią mówić, że negatywne emocje są „złe” i przyciągają tylko to co złe. Nakazują czuć tylko pozytywne emocje i snuć tylko pozytywne myśli z podkreśleniem, że to jedyna droga do zmiany w życiu. Hmmm… czyli chcąc szczęśliwego życia, trzeba czuć tylko „dobre” emocje, a wszystkie inne są „szkodliwe”, bo przeszkadzają w budowaniu sielankowej codzienności. Tym sposobem znaczna część ludzkich emocji została siłą wrzucona do worka „nielogiczne”, bo nielogicznym jest czuć np. złość i oczekiwać szczęśliwego życia. Brzmi to dość sensownie, zatem  nic dziwnego, że większość z nas przyjmuje to za „rację” lub „prawdę”.

Jednak zerknijmy na chwilkę na możliwe konsekwencje…

Może pojawić się strach przed czuciem negatywnych emocji. Może pojawić się potrzeba wymuszania na sobie dobrego nastroju, co uniemożliwia już samo podejście – zmuszanie się. Następna w kolejce może pojawić się frustracja, bo „oni potrafią być non stop szczęśliwi – a ja nie – coś ze mną nie tak”. Może pojawić się udawanie – oszukiwanie siebie, że nie czuję nic „złego”, czuję się świetnie i piluję się w tym za wszelką cenę, bo przecież pragnę cudownego życia. Jest jedno słowo, które łączy w sobie wszystkie sposoby uciekania czy nieakceptowania emocji, które zostały uznane za nielogiczne – to wypieranie.

Kiedyś przyszło mi do głowy porównanie, które bardzo mi pomogło w zaprzestaniu stosowania na sobie tego brutalnego procederu jakim jest WYPIERANIE części emocji. Pozwól, że podzilę się tym z Tobą – może okaże się przydatne. Wyobraziłam sobie, że w dokładnie taki sam sposób jak teraz podzielone są emocje na „dobre” i „złe” (w uproszczeniu oczywiście), dzielimy nasze ciała.

Prawa ręka i noga są „dobre”, a lewa ręka i noga są „złe”. Być może w pierwszej chwili pomyślisz, że to absurdalne porównanie, bo nie można w taki sposób dzielić ciała – potrzebujemy siebie w całości i być może nawet nie wolno nam kategoryzować części swojego ciała na „dobre-złe”. Oczywiście przyznałabym Ci rację. Nie można lewej nogi uznać za „złą” i zapragnąć, by ją sobie  odciąć – bo to jest nielogiczne. To okaleczenie siebie i swojego człowieczeństwa. Odbierając sobie lewą nogę nie mamy szansy nie tylko prosto stanąć, ale …nie pójdziemy dalej…

Dokładnie w tym punkcie zadałam sobie pytanie – a dlaczego z emocjami wolno nam tak robić? Czy tylko dlatego, że nie są tak wyraźnie zmaterializowane jak ręka czy noga?

hmmm….
a jeśli wypieranie emocji jest tak samo brutalnym aktem jak okaleczanie ciała? Jeśli odcinając tę część emocji, których nie chcemy, to tym samym odcinamy część siebie i zatrzymujemy się w miejscu – nie możemy iść dalej – jak bez lewej nogi ? A jeśli to  nie emocje są nielogiczne a tylko to, co z nimi robimy, czyli kategoryzowanie i siłowe pozbywanie się ich na milion różnych sposobów ? Sporo tych pytań…
Zauważyłam, że odpowiedzi na nie prowadzą w jedno miejsce – CZŁOWIECZEŃSTWO to całość. Pełnia to prawa i lewa strona. Prawa i lewa strona ciała są tak samo dla nas ważne i potrzebne. Dokładnie tak samo z emocjami. Wszystkie, które istnieją w nas są nam tak samo potrzebne…

Czasem myślę sobie, że…
tyle już wszędzie było mowy o akceptacji – o zaakceptowaniu siebie. Jednak ja to jakoś zupełnie na odwrót rozumiałam. Za każdym razem zabierając się za „zmianę życia” i „akceptowanie siebie” to tak naprawdę wstawiałam sobie obraz „idealnej siebie” – jaką chciałam być, czyli wiesz…chodzącą reklamą szczęścia ? achhhhh taka głupiutka Beatka…
bo nie zauważyłam, że za każdym razem, gdy wypieram swoje niechciane – nielogiczne emocje, to tak naprawdę daję sama sobie znać, że …nie akceptuję siebie…

A dzisiaj…uffffffff
zapewne już się domyślasz ?
myślę, że zarówno moja prawa noga, jak i lewa są OK. Natomiast moje emocje, takie i takie, czyli wszystkie, też są OK. W kolejnym kroku refleksji i rozmyślań przyszło do mnie jeszcze więcej ULGI, bo…
wreszcie dotarło do mojej rudej główki, że…
nie muszę być taka idealna, jak na tym obrazku, który namalowałam kiedyś w przeszłości…

Mogę być taka i taka…
Miła i wredna (kiedy trzeba)
Spokojna i szalona (gdy mam na to ochotę)
Mądra i głupiutka (bo tak lubię)
Stonowana i wściekła (gdy ktoś przekracza moje granice)
Melancholijna i zabawna (bo tak w życiu lżej)
Wyciszona i rozwalona emocjonalnie (bo tak bywa i już)

I wiesz co w tym wszystkim najdziwniejsze?
Już nie muszę się zmuszać, tylko tak zwyczajnie, naturalnie dużo częściej jestem radośniejsza, spokojniejsza, a życie jawi mi się przyjemniejszym – niż wtedy, gdy… wypierałam nielogiczne emocje. Jak nie wypieram to one nie napierają…

z takim podejściem medytowanie stało się dla mnie bardziej wartościowe, bo zasiadam cała ja i w tej PEŁNI bardziej czuję siebie…

i choć wiem, że to brzmi tak lekko, prosto a bywa, że…
wcale nie jest łatwo…
bywa trudno – WIEM. Czasem zaakceptowanie emocji nie wystarcza, bo trzeba spotkać się „twarzą w twarz” z …własną Złością….jednak warto odważyć się na ten krok, bo

Pani Złość wcale nie jest taka zła ?
Ma dla nas bardzo dużo cennych informacji i nie rozrywa jej na wszystkie strony, gdy zapraszamy ją na herbatkę. Chętnie opowiada po co przychodzi i jakie ma dla nas rady. Wysłuchana i WIDZIANA zachowuje się zupełnie inaczej. Nie lubi być rozdawana innym, bo…
Twoja Złość ma dla Ciebie prezent
moja Złość ma dla mnie prezent

Ale…o tym opowiem Ci następnym razem…
o spotkaniu z Panią Złością…

Tymczasem łyk kawy…
autentyczna smakuje jakoś wyraźniej ?

Ja Beata

You may also like

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.