Filozoficzne

Prawda nie istnieje…

PRAWDA – poszukiwana od zarania dziejów i mimo spisanych 2500 lat pasjonującej pracy filozofów, jeszcze nikt jej nie znalazł – tak naprawdę. Już to pierwsze zdanie może okazać się ratunkiem, ponieważ pozwala zaczerpnąć głęboki oddech w trudnej podróży jaką jest poszukiwanie prawdy. A można jej szukać na bezdechu, w pełnym zaangażowania napięciu i z tym podsycającym wewnętrzny przymus szukania, oczekiwaniem względem siebie ja ją znajdę. Jeszcze chwila, jeszcze rok może dwa i odkryję prawdziwą prawdę. To takie kuszące i pociągające, że wręcz trudno się oprzeć – a niestety, być może, to recepta na stratę czasu i życia.

Nigdy nie dowiemy się jak wielu ludzi poświęciło swoje życie na poszukiwanie prawdy i…poumierali nie znajdując jej. Nawet jeśli myśleli, że ja uchwycili – odkryli i określili, to przecież my, po latach już wiemy, że to nie była prawda. Prawdziwa prawda nie istnieje – można wysnuć taką tezę po prześledzeniu kart historii filozofii. Każda jej definicja czy teoria automatycznie znajduje swoich przeciwników, krytyków, czyli głosów stwierdzających, że „to nieprawda” i błędne koło poszukiwań może toczyć się dalej, co z jednej strony może być niezwykle frustrujące, zwłaszcza dla osób, które jeszcze są przekonane, że gdzieś, jakoś znajdą prawdziwą prawdę. Jednak z drugiej strony teza „prawdziwa prawda nie istnieje” może być niezwykle uwalniająca. W tym miejscu – dla potwierdzenia uwalniających właściwości – pozwolę sobie przytoczyć genialne słowa, które napisał Richard Rorty:

„Wyobraźmy sobie (…) że za kilka lat sięgamy po New York Timesa i czytamy, że zgromadzeni na zjeździe filozofowie jednogłośnie uznali, że wartości istnieją obiektywnie, nauka jest racjonalna, a prawda to kwestia zgodności z rzeczywistością i tym podobne. Za sprawą ostatnich przełomowych dokonań w semantyce i w metaetyce, czytamy dalej w doniesieniu, pokajali się ostatni przeciwnicy kognitywizmu w etyce. Analogiczne osiągnięcia w filozofii nauki doprowadziły do tego, że Kuhn oficjalnie odwołał swój pogląd (…). Wszyscy nowi rozwichrzeńcy (1) wyparli się swoich wcześniejszych poglądów. Tytułem zadośćuczynienia za umysłowy zamęt wywołany ostatnio przez kręgi filozoficzne filozofowie przyjęli krótki, rzeczowy zbiór standardów racjonalności i moralności. Oczekuje się, że w przyszłym roku zjazd przyjmie raport komisji, której zlecono sformułowanie standardów w zakresie smaku estetycznego. Ludzie zapewne nie zareagowaliby na to okrzykiem <Ocaleni!>, lecz raczej zapytaliby <tym filozofom wydaje się, że kim są u licha?>. I taka właśnie byłaby nasza reakcja, co należy uznać za jedną z najwartościowszych stron życia intelektualnego (…). Bez względu na to, jak bardzo lamentujemy nad brakiem ładu i zamieszaniem panującym aktualnie na scenie filozoficznej, (…) tak naprawdę nie chcemy, aby rzeczy miały się inaczej”. (2)

Zaryzykuję stwierdzenie, że my tak naprawdę wcale nie chcemy „prawdy prawdziwej”, ujednoliconej i jedynej właściwej – choć brzmi to niedorzecznie, skoro tyle umysłów, i tych mniej i bardziej wybitnych skierowanych jest w stronę poszukiwania prawdy. Jeśli to prawda, że naprawdę nie chcemy prawdy ostatecznej i jedynej właściwej to – dlaczego? Odpowiedź jest zaskakująco prosta i chyba prawdziwa – nie chcemy stracić poczucia własnej niezależności – taką podpowiedź dostajemy od Richarda Rorty, który pisze, że sam Dewey uwikłał się w nie kończące się spory o obiektywność, prawdę i relatywizm, ponieważ w jego mniemaniu owe doktryny przeszkadzały człowiekowi w zdobyciu poczucia własnej niezależności. Rorty kontynuuje wysiłek Deweya, a ja postaram się z taką samą intencją, dodać maleńką cegiełkę na rzecz polskiej rzeczywistości. Jednak, by to stało się choć w minimalnym stopniu możliwe nie mogę pozostać na fundamencie tezy „prawda nie istnieje”, tylko jestem zobowiązana przytoczyć wyjaśnienia oraz punkty widzenia, które odpowiadają na pytanie:

Czymże jest PRAWDA?

W związku z tym, że nie ma jednej i prawdziwej odpowiedzi na tak niezgrabnie postawione pytanie – a wręcz przeciwnie, jest całe mnóstwo propozycji i jeszcze więcej argumentów potwierdzających nieprawdziwość każdej z nich – zatem z pokorą przyznaję, że w ramach niniejszej pracy nie mam żadnych szans, by opowiedzieć o wszystkich „prawdach”. Pozwolę sobie wybrać te – zdania, cytaty, opinie, teorie, podejścia czy punkty widzenia, które mogą dać ogólny obraz krętości dróg, które mają prowadzić do prawdy. Jednocześnie postaram się zadbać o to, by w porę wycofać się z problematycznych wątków, które tworzą filozoficzny zamęt – o czym wspominał Rorty w przytoczonym wyżej cytacie. Innymi słowy to będzie pragmatyczny skrót, zatem bardzo proszę zwolnić mnie z zarzutu „wyrywania” z kontekstu i przekierować uwagę na moje pokorne staranie, by wraz z czytelnikiem nie zatonąć w głębiach filozoficznego zamętu.

Pragmatyści postrzegają prawdę jako to – zgodnie ze sformułowaniem Williama Jamesa, jak przedstawia to Richard Rorty w swoim eseju „Solidarność czy obiektywność?”w co opłaca się nam wierzyć. Realiści interpretują Prawdę jako zgodność z rzeczywistością. Celowo przytoczyłam najkrótsze możliwe ujęcia prawdy, które mimo swej syntetyczności są źródłem niekończących się konfliktów w filozoficznym świecie, których my, zgodnie z założeniem będziemy unikać. Zatem idąc za Richardem Rorty, pragmatyści nie potrzebują wyjaśniania relacji między przekonaniami a przedmiotami, zwanej „zgodnością”, ani też wyjaśniania ludzkich zdolności poznawczych. Nie potrzebują ani metafizyki, ani epistemologii.

Natomiast realiści „winni budować metafizykę, w której jest miejsce na szczególną relację między przekonaniami a przedmiotami, kwalifikującą różnicę między przekonaniami prawdziwymi a fałszywymi. Muszą także utrzymywać, że istnieją naturalne, a nie tylko lokalne, procedury uzasadniania przekonań. Muszą więc również budować epistemologię, w której znajdzie się miejsce na uzasadnienie nie czysto socjologiczne, lecz naturalne, wyrastające wprost z ludzkiej natury (…). W takiej perspektywie rozmaite procedury uznawane w tej czy innej kulturze za dostarczycielki racjonalnych uzasadnień mogą w istocie być racjonalne bądź nieracjonalne. Albowiem procedury uzasadniające, o ile naprawdę mają być racjonalne, muszą prowadzić do prawdy, do zgodności z rzeczywistością, do wewnętrznej natury rzeczy”.(3) Obowiązki, które na realistów nałożył Rorty wyglądają na niemożliwe do zrealizowania, jednak pozwolę sobie pominąć uzasadnienie, by przejść bezpośrednio do słów samego Williama Jamesa, na którego powoływał się Rorty.

W wykładzie Jamesa zatytułowanym „Pragmatyczne ujęcie Prawdy” nie znajdziemy jej skróconej wersji jaką przytoczył Rorty, tylko cierpliwe stopniowanie i kilka – nazwijmy to – perspektyw widzenia prawdy. Pozwolę sobie zacząć od cytatu „posiadanie prawdy nie jest celem samym w sobie, lecz tylko środkiem wstępnym ku innym zadowoleniom życiowym” (4) i dalej „Prawda, mówiąc krótko, jest w naszym sposobie myślenia tylko środkiem, tak jak słuszność jest tylko środkiem w naszym sposobie zachowania się” (5), natomiast prawdziwa myśl jest użyteczna, co prowadzi do kolejnych słów Jamesa „możecie wówczas powiedzieć – albo że <jest użyteczna, dlatego że prawdziwa>, lub też że <jest prawdziwa, dlatego że użyteczna>”. (6)

W tym samym wykładzie William James bardzo klarownie pokazuje źródło konfliktów, co również zacytuję: „Prawda, jak to Wam powie każdy dykcjonarz, jest własnością niektórych z naszych idei. Oznacza ona ich zgodność z rzeczywistością, tak jak błąd oznacza niezgodność. Pragmatyści i intelektualiści zgadzają się z tym określeniem jako oczywistym. Zaczynają kłócić się dopiero wtedy, gdy powstaje pytanie, co znaczy dokładnie wyraz zgodność i wyraz rzeczywistość, gdy bierzemy rzeczywistość jako coś, z czym mają zgadzać się nasze idee”. (7) A skoro pojawiło się słowo <idea> to spieszę uzupełnić, co James o tym mówi w swoim wykładzie – tym razem VI:

„Ideami prawdziwymi są te, które możemy przyswoić, wzmocnić, spotęgować i sprawdzić. Błędnymi są te, względem których nie możemy tego uczynić. Taka jest praktyczna różnica dla nas, wynikająca z posiadania idei prawdziwych. Takie jest więc znaczenie prawdy, gdyż zawiera ono wszystko, co wiemy o prawdzie”. (8) James dodaje, że prawdziwość idei nie jest własnością trwałą, ponieważ okoliczności czynią ją taką – staje się ona prawdziwą, a prawda jej faktycznie jest wypadkiem, procesem – procesem jej samosprawdzania. W innej części wykładu czytamy, że „prawdy wynurzają się z faktów; lecz nurzają się one na powrót w fakty i dodają do nich nowe, które to znowu wytwarzają, czyli objawiają, nową prawdę <ten lub ów wyraz w tym wypadku jest obojętny>, i tak dalej do nieskończoności. Fakty same wszakże nie są prawdziwe. One po prostu są. Prawda jest funkcją poglądów, rozpoczyna się i kończy wśród nich.” (9) Zatem musimy żyć z prawdą, jaką daje nam dzisiejszy dzień i mieć w sobie gotowość, by jutro uznać ją za błąd.

Do pragmatycznego ujęcia prawdy należy dodać choć kilka słów o Peirce’owskim pragmatyzmie „zakończenia badania”, co Rorty określa w swojej publikacji jako „pragmatystyczną teorię prawdy” i zaznacza, że jego zdaniem jest mylącym podręcznikowym określeniem mieszaniny niespójnych doktryn. Podkreśla, że ujęcie Peirce’a jest obrazem kompromisu między idealistyczną a fizykalistyczną teorią prawdy oraz kompromisu między tezami:

„1 „Prawdziwość” nie ma zastosowań wyjaśniających;
2 Rozumiemy wszystko, co należy wiedzieć o relacji przekonań do rzeczywistości, kiedy rozumiemy ich przyczynowe relacje z rzeczywistością; nasza wiedza o tym, w jaki sposób stosować takie terminy jak <o> i <prawdziwy>, jest przypadkowym następstwem <naturalistycznego> ujęcia zachowania językowego.” (10) Natomiast „rzeczywistość” oznacza mniej więcej coś, „co będzie istniało pod koniec badania, bez względu na to, co będziemy twierdzili.” (11)

Idąc dalej tropem prawdy spotkamy określenie relatywizm, który przywołam cytując ponownie Richarda Rorty. Zatem relatywizm „to epitet, którym realiści tradycyjnie określają pragmatyzm. Nazwa ta obejmuje zazwyczaj trzy różne poglądy. Zgodnie z pierwszym, każde przekonanie jest równie dobre jak każde inne. Drugi zakłada, że <prawdziwy> to termin niejednoznaczny, posiadający tyle znaczeń, ile jest procedur uzasadniających. Trzeci głosi, że ani o prawdzie, ani o racjonalności nie da się niczego powiedzieć: można jedynie podać opis znanych procedur uzasadniających, które dane społeczeństwo (…) stosuje w tym czy innym obszarze badań. Pragmatysta wyznaje trzeci z wymienionych, etnocentryczny pogląd. Nie pierwszy, samoznoszący, ani drugi – ekscentryczny”. (12)

Natomiast Davidson stwierdza: „Prawda, w porównaniu z przekonaniem i zgodnością, jest cudownie przeźroczysta i rozumiem ją jako coś pierwotnego. Prawda, którą przykłada się do wypowiedzeń zdań, wykazuje rys dyskwotacyjności uświęcony w Konwencji T Tarskiego, a to wystarczy, by ustalić dziedzinę jej stosowania” (13) oraz utrzymuje, że „pojęcie prawdy, jakim dysponuje każda osoba, wprowadza określony język – czy też określony niewielki zbiór języków – ponieważ pojęcie prawdy jakim dysponuje każda osoba, ma częściowo charakter autoreferencyjny” (14).

Sellars w „Science and Metaphysics” w następujący sposób wyjaśnia swoje społeczno-praktyczne rozumienie prawdy: „żeby zdanie było prawdziwe, musi podpadać pod stwierdzalność (…) poprawną stwierdzalność, to znaczy zgodną z odnośnymi regułami semantycznymi i na gruncie takich dodatkowych, aczkolwiek nie określonych szczegółowo informacji, jakich owe reguły wymagają (…)”. (15)

Koherencjoniści zaznaczają, że „domagają się, by prawda była nie tylko spójnością zdań, lecz też spójnością przekonań, i twierdzą, że nie mamy swobody wierzenia we wszystko, w co chcemy wierzyć. Przekonania znajdują się pod presją przyczyn”– pisze Hilary Putnam i już w kolejnym zdaniu przywołuje argumentację Donalda Davidsona „za” koherencyjną teorią prawdy, po czym obala ją. Natomiast sam Hilary Putnam mówi nam, że „w odróżnieniu od pragmatystów, nie sądzę, że prawdę można zdefiniować w terminach weryfikacji”. (17)

Friedrich Nietzsche chciał żebyśmy zdobyli się na myśl, że prawda jest <ruchliwą armią metafor, metonimii, antropomorfizmów, krótko, sumą ludzkich stosunków, które zostały poetycko i retorycznie wzmożone, przetransportowane i upiększone, a po długim użytkowaniu wydają się ludowi kanoniczne i obowiązujące>”. Uważał, że „sprawdzianem ludzkiego charakteru jest zdolność do życia z myślą, że nie ma takiego punktu, w którym zbiegają się wszystkie dążenia” (19) i sądził, iż realizm należy potępić nie tylko za pomocą argumentów wynikających z jego teoretycznej niespójności, ale również na gruncie praktycznym.

Natomiast sięgając po prawdę do kolebki filozofii, znajdujemy tradycję biegnącą od filozofów greckich, gdzie znajdujemy Prawdę jako ideę, do której należy dążyć dla niej samej, a nie dla własnego dobra bądź dla dobra realnej wspólnoty, co było połączone z próbami poszukiwania sensu w jednostkowej egzystencji. Jak to określa Rorty „z połączenia Sokratejskiej alienacji i Platońskiej nadziei wyłania się idea intelektualisty – kogoś, kto dotyka istoty rzeczy, ale nie za pośrednictwem poglądów swojej wspólnoty, lecz bardziej bezpośrednio.” (20)

Tylko tyle i aż tyle o Prawdzie, w ramach pragmatycznego skrótu i zanim przejdę do podsumowania – w tym miejscu, oczywiście z pokorą, przyjmuję zarzut, który czytelnik może teraz postawić – całkowicie słusznie – że w powyższym skrócie „o prawdzie” brakuje wątku gier słownych, brakuje wątku interpretatora, Davidsona i „językoznawcy, który prowadzi badania terenowe”, czyli próba spojrzenia z dystansu. Brakuje empirystycznego wyobrażenia podzielanego przez Quine’a i Dummetta, zgodnie z którym język stanowi zasłonę między nami a rzeczywistością. Brakuje opowieści o zerwaniu z pojęciem prawdy przez Davidsona i Sellarsa. Brakuje przybliżenia realistów, co z jednej strony może odsłaniać mnie jako zwolenniczkę pragmatyzmu lub z drugiej, mogłabym tłumaczyć jako moje zadośćuczynienie dla tytułu niniejszej pracy.

Prawda jest jednak taka – brak przybliżenia wizji Prawdy realistów, to mój głęboki ukłon dla czytelnika i ratunek dla nas, ponieważ to zatrzymanie przed gęstym gąszczem ludzkich myśli, z którego nie ma wyjścia. Podam krótki przykład wyjaśniający. Prawda realisty jako „zgodność z rzeczywistością” rodzi pytania: co oznacza zgodność i rzeczywistość?

Odpowiedzi jest tak wiele, jak wiele osób wypowiadających się na ten temat, czyli żadnej zgodności. Mało tego, w trakcie wyjaśniania pojawiają się nowe słowa, które również „należy” wyjaśniać i tym sposobem Prawda schodzi na drugi plan, ponieważ na pierwszym rozgrywają się konflikty słowne. Wtedy pojawia się pokusa, by zaprosić Wittgensteina i jego słowa z zakresie wyjaśniania słów, a nawet obraz jego „zmiany osobowości” z Traktatu na Dociekania Filozoficzne. To pociąga za sobą konsekwencje lub kolejną pokusę, by zaprosić np. Bertranda Rusella lub naszego polskiego Profesora Wolniewicza, by pomogli nam zrozumieć zmianę Wittgensteina, co w abstrakcyjnym założeniu miałoby prowadzić do zrozumienia w której wersji siebie miał rację i…był bliżej Prawdy.

Tymczasem prawda jest taka, że żaden z tych pomysłów nie zaprowadzi nas do „happy endu”, tylko jeszcze głębiej we wspomniany wcześniej gąszcz – niestety z gwarancją: bez wyjścia. Gdyby obrać inną drogę czy metodę badań, czyli nie kaskadowe „zaciąganie” myśli czy stanowisk kolejnych filozofów, tylko bardziej precyzyjną w postaci dogłębnej analizy przykładowo dwóch z nich (ponieważ na takową analizę wszystkich filozofów – jedno życie nie wystarczy), to pojawia się ryzyko, że spotkamy zjawisko jakiego doświadczył Richard Rorty. Gdy przygotowywał wykłady dla studentów o dwóch filozofach i ich różnych punktach widzenia, odkrył, że mówią o tym samym – tylko używają innych słów, zupełnie innych określeń oraz różnych konstrukcji formułowania myśli. Zatem alternatywą dla gąszczu jest patowa „ściana”, na której wcale nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie – czymże jest Prawda?

W podsumowaniu akapitu o Prawdzie nie może być klasycznego czy oczekiwanego podsumowania w stylu „w związku z powyższym jest tak a tak – naprawdę. Mam jednak nadzieję, że treść niesie coś, co może „uratować życie” poszukiwaczom prawdziwej prawdy, ponieważ po pierwsze obrazuje, że „być może” prawdziwa prawda nie istnieje. Po drugie pokazuje, że mamy prawo do własnej niezależności, czyli tworzenia osobistej Prawdy, która może być efektem inspiracji – mniej lub bardziej – myślami czy perspektywami innych. Po trzecie może podpowiadać lub przypominać o tym, że mamy prawo do zachowania swojej Prawdy tylko dla siebie – nie musimy jej bronić czy udowadniać Światu, że jest właściwa czy prawdziwa, co może uchronić przed stratą cennego czasu.

Innymi słowy – mam nadzieję, że niniejsza praca okaże się pragmatyczna – w sensie: przydatna. Na zakończenie, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, postaram się dotknąć naszej polskiej rzeczywistości z zachowaniem intencji, o której wspominał Rorty, pisząc o sobie samym oraz wysiłku Deweya, a ujmę ją następująco: nie przeszkadzać człowiekowi w zdobyciu poczucia własnej niezależności – pragmatycznie. Zatem…

Sądy sądami, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie

powiedziała nestorka rodu Pawlaków w naszym polskim kultowym serialu „Sami Swoi” wręczając granat Pawlakowi. Być może to obraz tego, że jesteśmy – my Polacy – pragmatyczni. Uwielbiamy uznawać za prawdę to, w co opłaca nam się wierzyć. Bez względu na to, co orzeknie sąd, sąsiad czy ktokolwiek inny, zatem zachowujemy poczucie własnej niezależności – nawet siłą. Zdaję sobie sprawę z tego, że tego rodzaju generalizowanie jest bardzo niebezpieczne i proszę nie poczytać mi za bezczelność, że w takiej ogólnikowej formie pozostanę w tym, przedostatnim już akapicie. Nie podejmuję próby diagnozowania polskiego społeczeństwa, jedynie staram się dotknąć jednego tematu, który – mimo żywego we mnie zachwytu pragmatyzmem jest groźny przez swoją pragmatyczność, z czysto pragmatycznego punktu widzenia.

By wyjść z tego zagmatwania proszę pozwolić, że zacznę od wyjaśnienia o jakiej części polskiej rzeczywistości chcę napisać. Jednak, by nie omdleć ze strachu, że źle ujmę pojęcie „rzeczywistość” – chyba tego też jeszcze nikt nie doprecyzował, to posłużę się nazwą „przestrzeń pseudorozwoju osobistego”. Znajdziemy tam niezliczoną ilość metod i ideologii, a każda z nich rości sobie prawo do prawdziwości, choć nie mają nic wspólnego z prawdą. Tak jak „oni” nie udowodnią, że głoszą prawdę, tak ja nie udowodnię, że to nieprawda (choć nie powstrzymam się od próby), ponieważ…

z pragmatycznego punktu widzenia, dla części użytkowników pseudorozwojowych metod – to może być prawda. Uznają za prawdę to, w co opłaca im się wierzyć – nawet jeśli to czyste szarlataństwo lub oszustwo. Dla zobrazowania podam przykład: warsztat leczenia traumy metodą ustawień systemowych, podczas którego zmyślane są opowieści (niemożliwe do zweryfikowania), które nie są prawdziwe, jednak brzmią wiarygodnie, ponieważ ich konstrukcja oparta jest o mechanizmy, które „lubi” ludzki umysł.

Innymi słowy – manipulacja połączona z marketingowymi trickami, całość uzupełniona o elementy „panowania nad ludźmi”, o których pisał Dostojewski w powieści Bracia Karamazow, w poemacie Wielki Inkwizytor – mianowicie:
cud + tajemnica + autorytet, czyli trzy siły „które potrafią na zawsze zwyciężyć i opanować sumienie tych słabych”. (21)

Oto elementy „prawdy” warsztatowej, jednak dla uczestnika ta sprytna mieszanka jest prawdą. Co gorsza, jest zniewalającą prawdą, która pozbawia możliwości zbudowania poczucia własnej niezależności oraz – uzależnia od warsztatów i od tej nieprawdy. Dlaczego – „coś takiego” – pseudorozwój osobisty funkcjonuje i rozmnaża się w zastraszającym tempie w polskiej rzeczywistości?

Jest pragmatyczny. Dla uczestników – opłaca się wierzyć, ponieważ warsztat trwa tylko 1 lub 2 dni, pomaga budować poczucie „rozwijam się” oraz nie wymaga prawdziwego poznania siebie, konfrontowania z sobą i swoimi uczuciami. Ta iluzja jest zdecydowanie wygodniejsza niż leczenie traumy z użyciem wiarygodnych metod, które wymagają długoterminowej pracy z sobą jak na przykład Dr Levina – autora książki „Głos wnętrza. Jak ciało uwalnia się od traumy i odzyskuje zdrowie”. W tym miejscu można przyczepić się” do określenia „wiarygodna metoda” – oczywiście słusznie, zatem w dalszej części wrócę do tego. Tymczasem kontynuując – dla prowadzących warsztaty opłaca się wierzyć, że ich pseudorozwojowe metody są prawdziwe a nie szarlatańskie, bo po pierwsze zarabiają, po drugie uzależniając uczestników zapewniają sobie dochody w przyszłości i nie muszą tracić czasu na przyziemne wykształcenie, ponieważ „mają dar”.

Co w takiej sytuacji może zrobić człowiek, który chce wykazać, że prawda szarlatana odbiera szansę na poczucie własnej niezależności, bo infekuje swoją prawdą, która nie jest prawdą?

Negowanie, krytykowanie czy rozpoczynanie dyskusji dwóch stron nie będzie tak eleganckie jak dyskurs filozoficzny i raczej bezcelowe, ponieważ równie niemożliwe do szczęśliwego czy prawdziwego zakończenia. Chcę wierzyć, że w tej patowej sytuacji z ratunkiem przychodzi pragmatyzm, ponieważ wyposaża nas w pytania:

W co bardziej opłaca mi się wierzyć? – tutaj wrócę do wiarygodności metod. Czy bardziej opłaca się wierzyć w metodę prowadzącego, który w ramach swojego przygotowania do wykonywania zawodu ukończył weekendowy kurs lub zupełnie nic nie zrobił w tym zakresie, ponieważ „ma dar”? Czy jednak bardziej opłaca mi się wierzyć w metodę człowieka, który całe swoje życie poświęcił na badania, kształcenie oraz przy okazji zdobył tytuł doktora, co nie zakończyło procesu poszerzania wiedzy? Obawiam się, że stawiając takie pytania, zaczynam racjonalizować, zatem postaram się „podratować” kolejnymi pytaniami, które być może będą bardziej pragmatyczne:

Czy prawda głoszona przez innego człowieka naprawdę jest prawdą? Jak mogę sprawdzić czy ta prawda jest prawdą? Jakie konsekwencje praktyczne w moje życie wnosi ta potencjalna prawda? A jeśli to nieprawda?

Stoję pod ścianą, choć chciałam stanąć u drzwi filozofii pragmatyzmu. Nie wiem co mogę zrobić z porzuconym przez Richarda Rorty wątkiem „powiada się, że bezbronne społeczeństwo pozostawiamy na pastwę poczynań znachora, zwolennika kreacjonizmu bądź kogokolwiek, komu starcza inteligencji i cierpliwości, by ze swych <alternatywnych pierwszych zasad> wydedukować obszerny zbiór spójnych twierdzeń” (22) – niestety obawiam się, że to prawda.

Jednak dzisiaj nie pozostaje mi nic innego jak podziękować czytelnikowi za cierpliwość i zapewnić, że nie ustanę w drodze do poszukiwania prawdy. Jednak już nie w sensie ujęcia jej w prawdziwą definicję, tylko w sensie pragmatycznym – możliwie przydatnym dla krótkiego życia człowieka, nieustannie narażonego na przejścia przez budowle nieprawdy. Mam również nadzieję, że udało mi się, choć w minimalnym stopniu zarysować, że prawda może być nieprawdziwa.


Jeśli Ci mówię, jak dotrzeć do stacji kolejowej, czyż nie naprowadzam cię tym samym na to, czym to jest, czyż nie zaprowadzam cię na istotę i naturę tej budowli?”(23)


(1) „(…) zyskało dość pieszczotliwe miano <nowego rozwichrzenia>, a to ze względu na próbę rozmycia rozróżnień między tym, co obiektywne, a tym, co subiektywne, i między faktem a wartością – tych właśnie rozróżnień, które rozwija krytyczna koncepcja racjonalności”. Richard Rorty. Obiektywność, relatywizm, prawda. Pisma filozoficzne. Tom I, przełożył Janusz Margański. Fundacja Aletheia, Warszawa 1999, str. 59
(2) Richard Rorty. Obiektywność, relatywizm, prawda. Pisma filozoficzne. Tom I, przełożył Janusz Margański. Fundacja Aletheia, Warszawa 1999, str. 67
(3) Tamże, str. 37
(4) William James. Pragmatyzm. Przekład: Władysław N. Kozłowski, Vis-a-vis Etiuda, Kraków 2017, str. 125
(5) Tamże, str. 137
(6) Tamże, str. 126
(7) Tamże, str. 123
(8) Tamże, str. 124
(9) Tamże, str. 139
(10) Richard Rorty. Obiektywność, relatywizm, prawda. Pisma filozoficzne. Tom I, przełożył Janusz Margański. Fundacja Aletheia, Warszawa 1999, str. 192
(11)  Tamże, str. 195
(12) Tamże, str. 38
(13) Tamże, str. 20
(14) Tamże, str. 236
(15) Tamże, str. 228
(16) Hilary Putnam. Pragmatyzm. Pytania otwarte. Przełożył: Bohdan Chedeńczuk. Fundacja Aletheia, Warszawa 1999. str. 27
(17) Tamże, str. 27
(18) Tamże, str. 51, cytat z F. Nietzsche, O prawdzie i kłamstwie w pozamoralnym sensie, w: Pisma pozostałe 1862-1875, przełożył Bogdan Baran, inter esse, Kraków 1993, str. 189
(19) Tamże, str. 49
(20) Tamże, str. 36
(21) O zgrozo! Wydanie, które zakupiłam jest okradzione z rozdziału Wielki Inkwizytor. Kraków 2014, wydawnictwomg.pl
(22) Richard Rorty. Obiektywność, relatywizm, prawda. Pisma filozoficzne. Tom I, przełożył Janusz Margański. Fundacja Aletheia, Warszawa 1999, str. 65
(23) Jest to początek odpowiedzi Jamesa na szóste z siedmiu <nieporozumień dotyczących pragmatyzmu> Hilary Putnam. Pragmatyzm. Pytania otwarte. Fundacja Aletheia, Warszawa 1999, str. 28-29

Ja Beata

You may also like

2 Comments

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

More in Filozoficzne