Filozoficzne

Spełnione proroctwo Fiodora Dostojewskiego

Płacimy bardzo wysoką cenę – depresja, nerwica, gigantyczne konflikty wewnętrzne, poczucie, że życie jest okrutne, a nasze problemy i traumy – najgorsze. Nieustannie szukamy rozwiązań, czasem przyczyn, a wręcz czegokolwiek, by tylko dostać ulgę, by w jakiś sposób uwolnić się od tego, co nas dręczy. Ta potrzeba bywa tak silna, że niemal szczelnie zasłania kontakt z rzeczywistością i faktem, że kod dostępu do rozwiązań, uleczenia i ulgi, istnieje tylko i wyłącznie w naszych rękach. Pod ową zasłoną nie jesteśmy w stanie zauważyć kiedy, jak i gdzie, nasz osobisty kod dostępu, bezwiednie przekazujemy w ręce innych ludzi. Oddajemy bezcenną część siebie – wolną wolę, duszę, samostanowienie, wolność – nie wiem jak ją nazywasz lub nazwiesz. A jeśli chcesz ją odzyskać lub przekonać się, czy jest tylko w Twoich rękach,

zapraszam w trudną podróż,
po meandrach uwalniających myśli, na której nie ma motylków, błogich cytatów i rozkosznych iluzji, które rozgościły się niemal wszędzie (już nie tylko w “rozwoju osobistym”). Proponuję “coś” przyziemnego, co oddaje szacunek ludzkiej inteligencji, mianowicie – refleksje. Jednak zanim przejdziemy do proroczych słów Dostojewskiego, które warto rozważać, tak często, jak to tylko możliwe, nie obejdzie się bez hańbiącego mnie akapitu (bo sugeruje, że nie potrafię myśleć delikatniej oraz zdradza moje emocjonalne zaangażowanie w temat, co jest przecież “nieprofesjonalne”). A konieczny jest, by przybliżyć charakterystykę osób, które bardzo chętnie (a nawet łapczywie) biorą tę bezcenną część nas, o której była mowa w pierwszym akapicie i…kurczowo trzymają w garści naszą – wolną wolę, duszę, samostanowienie, wolność. Postawię pytanie, które możesz zignorować lub przemyśleć później.

Czy wiesz, jaką część siebie i ile z siebie bezwiednie oddajesz w ręce szarlatanów zawoalowanych w sztuczną dobroduszność, inspirujących oszustów i zwyczajnych wyłudzaczy pieniędzy, przebranych w szaty przewodników duchowych, lekarzy ludzkich dusz lub innych, tym podobnych pseudo mędrców i mentorów, którzy żyją z “pomagania” innym? Dzisiaj ukrywają się pod tak różnymi nazwami i określeniami, że trudno wymienić choć część z nich, ponieważ nieustannie szukają nowszych – nowocześniejszych nazw, by brzmieć wiarygodniej, a nawet modniej, zatem przedstawiają się również jako konsultanci, prowadzący, trenerzy (guru) rozwoju osobistego, nawet słowa “terapeuta” i “coach” wymiętolili chyba na wszystkie możliwe sposoby. Zatem żadnych szans, by precyzyjnie przybliżyć wizerunkową “sylwetkę” osób, które żerują na ludzkiej niewiedzy (przykładowo – o mechanizmach manipulowania) i wysysają ile się da z oprogramowania naszych umysłów, nastawionego na “kupowanie rozwiązań i pomocy”. Dla uproszczenia, zaproponuję jeden wspólny mianownik dla całego towarzystwa – POUCZAJĄ, rozdają złote rady i “wiedzą” lepiej, jak Ty czy ja mamy żyć, jak się rozwijać i rozwiązywać osobiste problemy.

“…teraz, właśnie teraz, ludzie są bardziej niż kiedykolwiek przeświadczeni, że są całkowicie wolni, a tymczasem oni sami ofiarowali nam swoją wolność i potulnie złożyli ją nam do stóp.”

To się wydarza dzisiaj – codziennie – ludzie potulnie składają swoją wolność u stóp szarlatanów, a jednocześnie są w pełni przekonani, że to rozwój, leczenie traum i rozwiązywanie życiowych problemów, ponieważ prezentowane są pod postacią pomocy, porad, wspaniałych ideologii, inspirujących teorii, uzdrawiających warsztatów czy kursów, wskazówek prowadzących do lepszego życia i realizacji celów – jakiekolwiek są. Lista ofert i usług z tym związanych nie ma końca, a mimo dzikiej wręcz mnogości, jako ludzkość jesteśmy w coraz gorszym stanie – Depresja pnie się na szczyt! Za 10 lat będzie na pierwszym miejscu najczęstszych chorób. Zatem, być może warto zastanowić się – dlaczego? Dlaczego jest coraz gorzej, mimo, że wszędzie wręcz wpychają nam rady, metody i rozwiązania? Odpowiedź może być zadziwiająco prosta – w tych wszystkich manipulacjach,

gubimy siebie…jak to możliwe?

Fiodor Dostojewski w jednym, krótkim rozdziale odsłonił najpotężniejsze mechanizmy manipulowania ludźmi i uchwycił to, co nieuchwytne – ludzką naturę, czyli słabości i cienie tkwiące w głębi nas, które sprawiają, że bezwiednie pozwalamy innym na szastanie nami. W jego słowach można znaleźć iskrę, która pobudza samodzielne myślenie, czyli fundament samostanowienia o sobie. Jednak zamiast streszczenia poematu zatytułowanego “Wielki Inkwizytor”, stanowiącego jeden rozdział dzieła “Bracia Karamazow”, wystarczą odpowiedzi na dwa pytania. Pierwsze: w jaki sposób nami manipulują? Natomiast drugie – dlaczego ulegamy? Zacznijmy od próby odpowiedzi na drugie pytanie, ponieważ wydaje się ważniejsze, by wiedzieć – uświadomić sobie, cóż takiego tkwi w naturze ludzkiej i czyni nas uległymi.

“…wolności, (…) nie mogą pojąć, której boją się i lękają, albowiem nie ma i nie było nic bardziej nieznośnego dla człowieka i dla ludzkiej społeczności niż wolność”.

“(…) w swobodzie swego serca rozstrzygać sam, co jest dobre, a co złe”.

“(…) wszystko, zaiste wszystko nam zawierzą, my zaś wszystko rozstrzygniemy i uwierzą w nasze wyroki z radością, albowiem uwolnią ich one od wielkiej troski straszliwych mąk osobistego i swobodnego rozstrzygania”.

Mogłabym zostawić te cytaty bez żadnego komentarza, ponieważ mówią same za siebie. Dodam jednak, że są jak najbardziej aktualne dzisiaj, mimo, że poemat Dostojewskiego opowiada o hiszpańskiej Sewilli “kiedy to, ku chwale Bożej, w całym kraju codziennie płonęły stosy”. Czyżby do dzisiaj, aż tak niewiele zmieniło się w naszej ludzkiej mentalności/postawie/naturze? Trudno udzielić odpowiedzi potwierdzającej nasz rozwój, a niestety możemy rozsypać całe mnóstwo przykładów, które dowodzą, że na własne życzenie oddajemy własną wolność i przyjmujemy “wyroki” uwalniające od straszliwych mąk osobistego i swobodnego rozstrzygania – samostanowienia o sobie. Ustawiamy się w kolejkach po darmowe rady, a na tym haczyku łykamy i kupujemy “gotowe rozwiązania” – 5 kroków do zmiany podświadomości, 12 kroków do osiągnięcia celów, 18 nawyków milionerów, 3 etapy uzdrawiania, itd., itp. Najczęściej czytamy poradniki, nawet te najbardziej oderwane od rzeczywistości. Kupujemy nadzieję pod każdą postacią, nawet najbardziej absurdalną, ocierającą się o cud. A odpowiedzi na ważne życiowe pytania poszukujemy w wyszukiwarce google, w podpowiedziach innych ludzi, a nie w sobie. Jesteśmy gotowi zrobić, niemal wszystko, by tylko dostać ulgę od samodzielnego myślenia. I tak spełnia się codziennie…“ratujcie nas od nas samych”.

“I ludzie ucieszyli się, że poprowadzono ich znowu jak trzodę i że z ich serc zdjęto wreszcie tak straszliwy dar (wolność osobistą – przypis Ja Beata), który im tyle męki przysporzył”.

Najważniejsze, że nie jesteśmy sami!
Trzoda może i tak nieco lepiej niż horda. Ważne, że w grupie, że razem i tłumnie, bo właśnie tego żąda od nas mózg gadzi – najbardziej pierwotna część nas – włada nami, inteligentnymi stworzeniami, ponieważ m.in. właśnie dlatego akurat nasz, a nie inny gatunek człowieka przetrwał – o czym genialnie pisze Yuval Noah Harari w książce “Sapiens. Od zwierząt do bogów”. To potrzeba powszechności, a Dostojewski ujmuje ją następująco:

“Najbardziej to męczący i nieustanny frasunek człowieka: mając wolność szukać czym prędzej tego, przed kim można się pokłonić. Lecz pokłonić się chce człowiek przed tym, co już jest niewątpliwe, tak niewątpliwe, aby wszyscy ludzie od razu zgodzili się na wspólny pokłon. Albowiem frasunkiem tych nieszczęsnych istot jest nie tylko szukanie tego, komu by się ten lub ów mógł pokłonić, lecz znalezienie tego, w którego by wszyscy uwierzyli i wszyscy mu się pokłonili, i to koniecznie wszyscy razem. Właśnie ta potrzeba powszechności pokłonienia się jest najistotniejszą męką każdego poszczególnego człowieka i całej ludzkości od zarania wieków”.

Oddajemy swój pokłon za każdym razem, gdy kupujemy rady, prawdy, teorie, metody, rozwiązania i odpowiedzi. A zgadzamy się na wspólny pokłon przed tym, co “niewątpliwe”, czyli poparte dowodem społecznym, bo “zadziałało” u Kasi, Krzysia, Stefana, a nawet u Krystyny. To jest tak pociągające, kuszące, że trudno się oprzeć i …wytrzymać ze swoją wolnością, wytrzymać ze sobą.

Jak nami manipulują?

Istnieją trzy siły, tylko trzy siły na ziemi, które mogą na wieki zniewolić i zjednać sumienia tych słabych buntowników dla ich szczęścia. Te siły – to cud, tajemnica i autorytet”.

Z jednej strony to mechanizm zniewalający nasze umysły, a z drugiej – to najskuteczniejsza strategia marketingowa, stosowana z gigantycznymi sukcesami do dzisiaj. A każdy z nas może to z łatwością sprawdzić (jak już o tym wie), zatem tutaj przywołam tylko jeden przykład: oferta “zbawiciela”. Obiecuje nam cud (zmianę w życiu, w podświadomości, uleczenie traum, zerwanie ograniczających blokad, ustawienie tego czy owego), coś co najbardziej koresponduje z naszą potrzebą lub zmartwieniem. Choć cudem tego zazwyczaj nie nazywa, to w rzeczy samej to jest właśnie obietnica cudu, skoro ma się wydarzyć/stać coś, czego my sami bez tej “pomocy” osiągnąć/zrobić/rozwiązać nie możemy. Mało tego, ten cud, to nie taki przypadkowy cud – on jest już potwierdzony dowodem społecznym (nawet u Krystyny zadziałało).
Drugi element zniewalającej układanki – jeśli nasz przykładowy “zbawiciel” sam jeszcze nie jest autorytetem, to podpiera się autorytetem innych ludzi, postrzeganych jako ważni i wielcy, i powołuje się na znane nazwiska oraz ich słowa, które jakby potwierdzają skuteczność czy choć zasadność oferty. A dla dalszego wzmocnienia siły przekonywania sięga po badania naukowe, najczęściej szczątkowe wycinki lub wyrywki, które nie tylko robią wrażenie, ale pozornie podbijają wiarygodność.

Natomiast trzeci składnik to tajemnica, i być może jest nią >>> pochodzenie wiedzy. Dlatego postawię pytanie: skąd pochodzi wiedza, na mocy której nasz przykładowy “zbawiciel” nam “pomoże”? Jeśli ściągana jest bezpośrednio z kosmosu, pola kwantowego, gwiazd czy świetlistej energii lub innego wymiaru, to nie ma o czym rozmawiać, bo nigdy nie uda nam się sensownie porozumieć z halucynacjami czy wymysłami. Jeśli pochodzi z psychologii lub psychiatrii, to teoretycznie “powinniśmy uwierzyć”, że owa wiedza jest solidna, zasadna, a nawet “prawdziwa”. A praktycznie w dalszym ciągu jest tajemnicą, ponieważ nie posiada żadnych niepodważalnych fundamentów. Choć ostatnie zdanie jest na tyle mocne, że wymaga głębszego uzasadnienia, mimo to, pozostawię je tutaj tylko z następującym, skrótowym dopiskiem: historia lobotomii.

Jednak, jeśli wiedza pochodzi z badań naukowych – ujmując to bardzo ogólnie – to już niemal wszyscy jesteśmy gotowi do pokłonu, ponieważ nauka pretenduje do roli synonimu prawdy (co ciekawe tylko w naszych głowach i potocznym rozumieniu, ponieważ naukowcy raczej zdają sobie sprawę z tego, że odkrycia i wyniki badań nie zamykają sprawy w kategoriach prawdy). W tym miejscu zapraszam Thomasa S. Kuhna, autora książki “Struktura rewolucji naukowych”, który nie widział w postępie nauki stopniowego dochodzenia do prawdy, lecz odchodzenie od “nieprawdy”, od teorii nieadekwatnych. Innymi słowy, w nauce też istnieje (i błąka się nie wiadomo gdzie) nieprawda. Przykładem może być eter, który funkcjonował jako istniejący jeszcze we współczesnej fizyce, a dzięki Albertowi Einsteinowi dzisiaj Wikipedia pisze “historyczna, odrzucona współczesną nauką teza”.

Zatem zakwestionowałam nawet to, czego nie kwestionuje człowiek o zdrowych zmysłach i choć dochodzimy do ulubionego miejsca Sokratesa >>> wiem, że nic nie wiem, to odnoszę wrażenie, że to naprawdę bezpieczne miejsce. Być może właśnie w tym miejscu można odzyskać siebie, ponieważ tylko tutaj nie jestem pod wpływem nikogo i niczego. I z tego miejsca mogę “(…) w swobodzie swego serca rozstrzygać sam(a), co jest dobre, a co złe”. Kod dostępu o którym była mowa w pierwszym akapicie wraca do moich rąk – tam gdzie jego miejsce. A świadomość, że cokolwiek, ktokolwiek “wie” (i poucza, naucza, “pomaga”) to nieprawda – z jednej strony jest uwalniająca, jednak z drugiej – straszliwa. Zatem nic dziwnego, że proroctwo Dostojewskiego spełnia się, bo kto jest w stanie coś takiego wytrzymać?

Na zakończenie postawię oczywistą i krótką tezę, której będę broniła do końca moich dni: Człowiek nie potrzebuje żadnych przewodników, a zwłaszcza tych duchowych!

Ja Beata

You may also like

1 Comment

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.