Opowiadania nieoczywiste

Spotkanie z Panią Złością

Wspaniale, że wreszcie jesteś… Czekałam na tę chwilę całe Twoje i… moje życie.
Wiesz…nigdy nie straciłam nadziei. Cały czas wierzyłam, że spotkamy się twarzą w twarz jeszcze zanim umrzemy – powiedziała z łagodnym uśmiechem.

Oniemiałam, bo właśnie tak przywitała mnie… Pani Złość.
Wiem, że teraz to brzmi dla Ciebie co najmniej absurdalnie i dlatego nie mogłam się zdecydować od czego zacząć. Czy od opisu drogi jaką przebyłam, by doszło do tej chwili, czy jednak najpierw opowiedzieć o naszej rozmowie, bo i TO i TO jest absolutnie ważne. Oddzielnie zwyczajnie nie zadziała, czyli nie ma rozmowy bez drogi…jednak pozwól, że dzisiaj opowiem, co od niej usłyszałam, a innym razem jak do tego doszło…

Gdy nieco otrząsnęłam się z oniemiałego stanu, który pojawił się tylko dlatego, że jej pierwsze słowa okazały się bardzo serdeczne…Pomyślałam – ale jak to? Pani Złość w pierwszych zdaniach mówi o swojej nadziei? Dziwne…bynajmniej dziwne. Nie tak to sobie wyobrażałam…
Czy mam rozumieć, że nie jest Pani na mnie zła? – zapytałam wreszcie nieśmiało.

Ja? Zła na Ciebie? Nic podobnego. Skąd w ogóle taki pomysł? Ja nigdy nie jestem na Ciebie zła. Uruchamiam się po to, by Cię chronić. Być może nie wiesz o tym,że moim zadaniem jest DBAĆ o Ciebie, a moja służba Tobie jest tak samo ważna jak bicie serca i…Miłość. Kochana, jestem integralną częścią Miłości.

Ale jak to? – zapytałam, Przecież to nie ma sensu. Miłość jest taka dobra, cudowna, urocza, ckliwa – jak tam Złość do tego pasuje?

A tak to…odpowiedziała Pani Złość. Pasuje, jednak Ty masz jakieś dziwne wyobrażenia. Miłość w takim kształcie i tylko z takimi jakościami jakie wymieniłaś jest bardzo niebezpieczna. To właśnie moje towarzystwo i ochrona sprawia, że Miłość jest prawdziwa, szczera i ma szansę na szczęśliwe spełnienie.

Ale jak to?

A tak to…Twoje wyobrażenie o Miłości sprawia, że jesteś gotowa zatracić się bez pamięci. Gdy widzisz tyko tę jedną stronę, to grozi Ci śmierć z wycieńczenia. Rozdasz i oddasz całą siebie nie dbając nawet o własną regenerację. Mam na myśli nie tylko ciało, ale kontakt z Twoją Esencją – swoim JA, Duszą – nie wiem jak to teraz nazywasz, bo ostatnio dość często zmieniasz zdanie a ja tego nie muszę pilnować. Ja tylko dbam o Ciebie – zwłaszcza wtedy, gdy sama nie potrafisz tego zrobić.

Ale, ale…prawie zaczęłam się jąkać. Ale jak to? Czy może mi Pani wyjaśnić dokładniej? – poprosiłam. Jaką śmierć z wycieńczenia ma Pani na myśli?

Moja Droga, jesteś Kobietą i twoja natura, instynkt to DAWAĆ i karmić innych. Jeśli to jest szanowane, to ja się nie wtrącam. Jeśli w swoim dawaniu pamiętasz o sobie, by nakarmić również siebie – i zapewne domyślasz się, że nie mam tutaj na myśli tylko pożywienia. Chodzi mi o troskę, gesty, czas, uwagę i czułość, czyli to wszystko co dajesz innym – jeśli dajesz to również sobie to ja się nie wtrącam. Jednak, jeśli Ty zatracasz się w dawaniu, to ktoś tu musi zadbać o równowagę – od tego jestem Ja – Twoja Złość do usług. A skoro jesteś aż tak dociekliwa, to wyjaśnię jeszcze dokładniej.

Tylko i wyłącznie dziecku możesz dawać nie dbając o wyrównanie. Dziecko ma brać, by nabierać sił i miało z czego dać dalej – swoim dzieciom. Jednak we wszystkich innych relacjach MUSISZ dbać o równowagę. Dawać i Brać. Jeśli tylko dajesz, lub za dużo dajesz to beze mnie umarłabyś z wycieńczenia jeszcze w młodości. Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile razy uratowałam Ci życie. Pojawiałam się wtedy, gdy za dużo dałaś a szanse na równowagę stały się coraz słabsze. Rozumiesz? Jeśli sama nie wpadasz w odpowiednim momencie na to, by ustalić granice, które mają być szanowane to…wkraczam Ja. Daję Ci wyraźny znak, że coś tu do cholery jest nie tak. Zatem, czy naprawdę jestem zła? W takim potocznym rozumieniu rzecz jasna, bo kto jak kto, ale ja wiem jak baaaaaardzo potrafię być ZŁA – dla Twojego dobra.

Hmmm… zamyśliłam się. Ma to sens – wreszcie wydusiłam z siebie.
Czyli mam prawo złościć się na innych, gdy biorąc nie wyrównują lub gdy przekraczają moje granice?

Zalecałabym ostrożność w interpretacji Moja Droga – powiedziała Pani Złość.

Ale jak to?

A tak to…ponieważ to co powiedziałaś to znów tylko jedna strona. Tak, masz PRAWO się złościć, jednak nieodłączną częścią tego prawa jest odpowiedzialność. Jeśli zwracasz uwagę tylko na swoje prawo i nie chcesz nawet patrzeć na odpowiedzialność to…tracisz to prawo.

Ale jak to?

A tak to…masz teraz minę małej dziewczynki, której ktoś w piaskownicy odebrał grabki, a właśnie zamierzałaś nimi „przywołać do porządku” nieogarniętego „ktosia” – dodała rozbawiona Pani Złość. A przecież jesteś dorosłą kobietą. Widzę, że bardzo nie podoba Ci się ten ważny wątek. Być może chciałabyś mieć tylko prawo do złoszczenia się na innych i tyle. To teoretycznie bardzo wygodna perspektywa, jednak wiąże się z niezwykle poważnymi konsekwencjami.

Tracisz MOC, którą Ci przynoszę. Zanim wyskoczysz znów ze swoim uroczym „ale jak to?” – wyjaśniam. Gdy chcesz korzystać tylko z prawa, to całą swoją energię oddajesz innym i nic nie zostaje przy Tobie. Skupiasz się na rozczarowaniu, obwinianiu, kompletowaniu i analizowaniu dowodów czyjejś winy. Szukasz sojuszniczek, które potwierdzają Twoją „rację” i punkt widzenia. Użalasz się nad sobą lub odpalasz system automatycznych produkcji scenariuszy zemsty, co nazywasz „wymierzaniem sprawiedliwości”. Innymi słowy robisz to, co jeden z Twoich ulubieńców podsumował jednym zdaniem „myślenie jest trudne, dlatego większość ludzi po prostu osądza” C.G.Jung. Zatem, jak widzisz, korzystając tylko z prawa do złoszczenia się nie tylko robisz z siebie istotkę, którą myślenie boli, ale co gorsza – wgrywasz do swojej podświadomości, że ten „ktoś – winny” ma nad Tobą władzę, bo przecież bezwiednie oddajesz tej osobie całą swoją energię i uwagę. Marnujesz mnie. Trwonisz MOC swojej złości bez celu, tracisz wpływ na swoje życie i zostajesz w bezruchu. Zobacz co tak naprawdę sobie robisz…
nie dość, że tracisz SIŁĘ którą Ci przynoszę, to obracasz ją przeciwko sobie, zamiast wykorzystać dla siebie i swojego dobra.

Ale…ale…jak to się robi? Ja nie rozumiem…Co innego mogę zrobić? Jak użyć energię złości dla swojego dobra?

Bardzo dobre pytanie moja Droga – powiedziała z uśmiechem uznania Pani Złość.
Już tym pytaniem pomagasz sobie zatrzymać energię, którą Ci przynoszę DLA SIEBIE. To pierwszy i najważniejszy krok – zatrzymać się. Wtedy możesz uświadomić sobie, że wraz z PRAWEM do złości przychodzi jej integralna część – ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Wyobraź sobie jak się poczujesz, gdy zamiast obwiniać innych czy nakręcać nadchodzącą lawinę emocji, staniesz wyprostowana i powiesz sama do siebie:

WIDZĘ moją ZŁOŚĆ. Przychodzi z WAŻNYCH POWODÓW. JA i tylko JA DECYDUJĘ co z nią zrobię i jak WYKORZYSTAM JEJ MOC – JESTEM ODPOWIEDZIALNĄ DOROSŁĄ KOBIETĄ.

Hmmm….zamyśliłam się i odpowiedziałam:
nagle poczułam się silniejsza i wreszcie widzę, że to JA tu DECYDUJĘ, a MOC złości mogę wykorzystać do realnych zmian.

Brawo – przyklasnęła Pani Złość. Dokładnie tak jest Kochana – Ty decydujesz, zatem czy teraz masz ochotę spróbować samodzielnie rozważyć co dalej? Czy mam podpowiedzieć?

Proszę pozwolić, że spróbuję i proszę mnie korygować, gdy znów zacznę wytracać MOC swojej Złości. Wezmę jakieś konkretne przykłady z życia, bo obawiam się, że w teoretyzowaniu mogę zbłądzić. Pamiętam, że byłam bardzo zła na jednym z „etatów”. Właściciele wykorzystywali mnie ponad miarę, a efekty doceniali „słownym uznaniem” zamiast sensownym wynagrodzeniem adekwatnym do osiągniętych wyników. Niestety zrobiłam to, o czym Pani wspominała…obwiniałam, żaliłam się przyjaciółkom i przyznawały mi rację. Nie da się ukryć – czułam się jak ofiara, jednak z tą nową perspektywą odpowiedzialności teraz WIEM, że mogłam zdecydować – DOŚĆ TEGO i całą energię i MOC złości wykorzystać na realną zmianę.
I tak od nich odeszłam, jednak bez tej świadomości ten proces trwał miesiącami. Natomiast w momencie zmiany pracy już byłam zmęczona niespełnionymi nadziejami, że jednak się „obudzą” i docenią mnie.

Wtrącę się w tym momencie moja Droga – głos zabrała Pani Złość.
To co powiedziałaś sugeruje, że czekałaś z nadzieją aż pracodawca Cię doceni. Ja natomiast wyraźnie widzę, że to Ty nie doceniałaś siebie i dlatego zwlekałaś. Czy teraz widzisz jaki PREZENT Ci wtedy przyniosłam?

Chyba się domyślam…odpowiedziałam zaskoczona. Wzmocnienie poczucia WŁASNEJ WARTOŚCI – czy tak?

Zgadza się…przyniosłam Ci siłę i MOC, byś rozwinęła i wzmocniła swoje poczucie własnej wartości i co WAŻNE, byś uwolniła je od zachowań czy opinii innych. Na swojej życiowej drodze spotykałaś różnych ludzi i to się nie zmieni. Dopóki żyjesz będą przed Tobą czy obok Ciebie pojawiali się bardzo różni ludzie. Dlatego tak istotnym jest, by poznać siebie, wzmocnić, docenić i szanować siebie na tyle, by uniezależnić się od opinii i zachowań innych. Wtedy samodzielnie stanowisz o sobie, a podejmowanie decyzji, nawet tych trudnych staje się oczywiste i klarowne. Nie tracisz czasu, tylko działasz.

Teraz rozumiem. Dziękuję Pani za to uzupełnienie…Proszę pozwolić, że przejdę do innego przykładu z innej przestrzeni życiowej. Mam wrażenie, że ten wniosek, a raczej świadomość może rozszerzyć się również na życie prywatne. Z bliskimi teoretycznie powinno być podobnie. Jednak to co z tematem pracy już wydaje mi się oczywiste i w sumie proste – można działać, zmieniać itd. Jednak w prywatnych relacjach to już nie jest takie proste…

Dlaczego tak uważasz? Zapytała mocno zdziwiona Pani Złość

bo…bo…gdy na przykład przyjaciółka, nazwijmy to „przekracza moje granice”, a ona uważa zupełnie inaczej to…mamy tu sytuację patową, czyż nie?

Absolutnie NIE – dodała ożywiona Pani Złość. To doskonała OKAZJA do rozwoju i wzmocnienia. Gdy dochodzi do takiej sytuacji, o której mówisz to
po pierwsze masz całą gamę możliwości
po drugie to Ty decydujesz co wybierasz, jednak zerknijmy choć na 2 opcje.
Możesz zdecydować, że…

Opcja 1 – Stanowczo NIE GRAM w tę grę,
i skupiasz się na sobie, by odzyskać swoją energię i WOLNOŚĆ osobistą, bo najważniejsze jest co TY myślisz o sobie.

Opcja 2 – upierasz się i spierasz w przyjaciółką. Możecie analizować i rozmawiać, być może dojdziecie do porozumienia. Jednak jeśli z dwóch stron jest silna potrzeba udowodnienia swojej racji, to znów tylko trwonisz MOC. Innymi słowy decydujesz, że „grasz dalej w tę grę”…
A wystarczy pomyśleć – po co Ci racja? Po co „mieć rację”? Tak ogromne ilości energii, łącznie z moją zużywałaś tylko po to, by mieć rację, zatem odpowiedz mi – po co Ci to?

Jak to po co? Byłam jawnie oburzona.
Skoro dotyczy mnie, a mówimy o tym, że ktoś przekroczył moje granice, to muszę udowodnić swoją rację i…

STOP – przerwała Pani Złość. Ze mną nie zagrasz w „przegadywanki” i nawet te inteligentne mnie nie podniecą, ani nie wciągną. Kręcisz się w kółko Kochana, bo to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Zatem wyjaśnię.
Nie musisz nic nikomu udowadniać. Natomiast możesz z gracją odwrócić się na pięcie i iść w swoją stronę. Wtedy jesteś WOLNA, jednak jeśli dusi Cię „muszę udowodnić rację” to tak naprawdę przyznajesz, że jesteś w jakimś sensie UZALEŻNIONA od opinii i zachowania tej osoby. Potrzebujesz od kogoś akceptacji swoich granic – czy to nie absurd skoro mówimy o Twoich granicach?

Nie jestem pewna, bo… przecież udowadniając swoją rację, tym samym bronię swoich granic.

Hmmm…zamyśliła się Pani Złość i dodała – widzę, że nie poddajesz się w swoim „ciasnym” myśleniu. Skoro tak na to patrzysz, to zapytam Cię – po co chcesz utrzymywać kontakt z osobą, przy której musisz bronić swoich granic? Dlaczego WYBIERASZ takich ludzi? Testujesz siebie?
Wzmacniasz swoje uzależnienie od opinii innych?
Czy już jesteś na drodze odbierania wolności drugiemu człowiekowi?

Co też Pani mówi? To jakaś niedorzeczność…to wszystko robi się coraz bardziej skomplikowane.

Nie, nie moja Droga. Nic się samo nie robi skomplikowane, tylko TY to sobie KOMPLIKUJESZ i jeszcze nie chcesz się do tego przyznać. Sama potęgujesz w sobie złość i domagasz się – oczekujesz od innych, by szanowali Twoje granice, przyznawali Ci rację, może jeszcze zachowywali się tak jak Ty chcesz….hmmm???
Wiesz, że to ostatnie oczekiwanie to już odbieranie wolności innym?
Nie można żądać od innych określonego zachowania. Ta utopijna wizja, że „ktoś ma myśleć lub robić to, co Ty chcesz” odbiera Ci rozsądek i kontakt z rzeczywistością. To jest trumna Twojego szczęścia. Tak właśnie mordujesz swój wewnętrzny spokój…

Po chwili ciszy dodała…
Każdy ma prawo robić co chce i zachowywać się jak chce – Ty również. Znasz siebie, nie wytrzymałabyś długo sytuacji, w której robisz lub myślisz tak, jak ktoś sobie życzy. Zatem jedyne co możesz zrobić konstruktywnego, to dać WOLNOŚĆ sobie i innym. Wtedy Twoja energia wraca do Ciebie i masz siłę do ZMIAN.
Zastanów się proszę, czy to wszystko czego oczekujesz od innych sama robisz dla siebie?
Szanujesz swoje granice? Przyznajesz sobie rację? Zachowujesz się tak jak chcesz?
Czy już wszystko masz uzależnione od innych?
Przemyśl to na spokojnie i daj sobie czas. Nie poganiaj swoich myśli i nie wymagaj od siebie, że wszystkie wnioski pojawią się natychmiast. Zdaj sobie sprawę, że ODZYSKUJESZ SIEBIE, a nowe perspektywy pomogą Ci uniknąć zatracenia, jeśli zechcesz o nich pamiętać.
Możesz budować swoją nową drogę, czy jak to ładnie nazywasz Osobistą Filozofię Życia,
jednak możesz też wrócić na stare ścieżki, które znasz i wiesz jak bolą.
Już nie musisz sobie tego robić. Nie musisz grać w tę grę.
A Złość masz zawsze po swojej stronie. Jestem Twoja i tylko dla Ciebie.
Korzystaj z tej mocy dla swojego dobra.

Dziękuję…powiedziałam cichym głosem. To nie była łatwa rozmowa. Jednak mimo to, widzę jak wiele jest w moich rękach. Jak wiele mogę zrobić inaczej i wreszcie rozumiem, że Złość ma sens. Przynosi bardzo cenne Prezenty, jednak trzeba chcieć, żeby je dostrzec i wykorzystać. Kiedyś nie chciałam o tym myśleć, bo wygodniej jest oczekiwać, że „samo się stanie lub zmieni”. Teraz już nie jestem jak mała dziewczynka zagubiona we mgle i rzucona na „pastwę losu”,
Mam swoją Złość. Mam tę MOC 🙂 i zamierzam wykorzystywać ją wreszcie dla siebie. Tak mi dobrze z tą myślą, że…jestem spokojna. Jak nigdy dotąd.

Ja Beata

You may also like

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.