Felietony różniste

Tajemnica Życia…rozpoznana

…tego szukamy, prawda? Chcemy odkryć Tajemnicę Życia, która da odpowiedzi na dręczące nas pytania: jak być szczęśliwym? jak zmienić swoje życie? jak zmienić siebie i rozwiązać swoje problemy? jaki jest sens życia?

Jeśli chcesz, opowiem Ci o niej…

Wszystko zaczęło się ok 2500 lat temu, gdy Sokrates chciał ściągnąć uwagę ludzi i greckich filozofów – z kosmosu, wszechświata i natury wszechrzeczy, na…Człowieka. To właśnie ON odkrył Tajemnicę Życia, jednak nikt go wtedy nie zrozumiał, a i on sam chyba nie zdawał sobie sprawy z doniosłości i wagi swojego odkrycia. Była dla ludzi tak abstrakcyjna, że wręcz niemożliwa do uświadomienia i być może dlatego Sokrates na różne sposoby starał się otwierać umysły, by nauczyły się tej najważniejszej w życiu umiejętności – refleksji, która jest jedyną bramą umożliwiającą przyjęcie sensu Tajemnicy Życia. Jednak droga otwierania umysłów okazała się tak trudna i tak niewygodna dla ówcześnie panujących, bo “uprawiana przezeń analiza i krytyka przekonań i stosunków wydawała się groźna dla istniejącego porządku rzeczy” – pisze Tatarkiewicz w Historii Filozofii, że Sokrates został skazany na śmierć. “Winien jest bezbożności oraz demoralizacji młodzieży”, bo uczył myślenia.

Niestety jego następcy, ani bezpośredni jak Platon czy Arystoteles, ani kolejne pokolenia największych myślicieli nie kontynuowali dzieła Sokratesa (nawet jak sami siebie określali jego następcami), tylko budowali coraz to bardziej skomplikowane systemy filozoficzne, które oczywiście były obalane, a w ich miejsce powstawały nowe, które powielały los tych obalonych. Tak ludzkość zagubiła się w poszukiwaniu prawdy, i zgubiła to, co być może najważniejsze – Tajemnicę Życia, która w rzeczy samej już nie jest żadną tajemnicą, jednak tak straszliwie ukrytą i uwikłaną, że dalej nosi to miano. Choć w historii zdarzały się momenty, że to wielkie odkrycie wracało do ludzkich umysłów (Friedrich Nietzsche), to jakby natychmiast zostało splątane z chaosem innych myśli i znów ginęło, rozpływało się i rozcieńczało, a wręcz brutalnie “przeinaczało” w rękach interpretatorów. Nigdy nie zajęło należnego miejsca – na piedestale życia i w fundamentach istnienia każdego człowieka. Jak to możliwe?

W pierwszej chwili można podejrzewać, że celowo ukrywana jest przed nami odkryta już Tajemnica Życia i mamy na to dowody – wyrok śmierci Sokratesa i fakt, że wciąż nie wiemy, co jest w życiu najważniejsze i jaki jest SENS ŻYCIA. Popadamy w depresje, wypalamy się i żyjemy w poczuciu nieszczęścia tylko dlatego, że w dalszym ciągu tajemnicą jest to, co już od dawna nie jest tajemnicą. To absurdalne, zatem…czy to możliwe, że jesteśmy aż takimi głupcami, łącznie z największymi myślicielami, skoro i oni pomijają to najważniejsze dla ludzkości odkrycie? To pytanie wydaje się głupie, a wręcz aroganckie i bezczelne – przecież jesteśmy inteligentni, cywilizowani, myślący i jeszcze raz inteligentni. Zatem, jeśli wycofamy to głupie pytanie, to jak zadać mądrzejsze? To może spróbujmy, po prostu, prostsze do przyjęcia – jaki może być powód, że odkryta Tajemnica Życia, która już nie jest tajemnicą, w dalszym ciągu jest tajemnicą? W odpowiedzi na to pytanie pomoże nam… Fiodor Dostojewski.




“(…) albowiem nie ma i nie było nic bardziej nieznośnego dla człowieka i dla ludzkiej społeczności niż wolność!”
“(…) człowiek odrzuci nawet (…) prawdę, jeżeli się go obciąży tak strasznym brzemieniem jak wolność wyboru”.
“(…) i uwierzą w nasze wyroki z radością, albowiem uwolnią ich one od wielkiej troski straszliwych mąk osobistego i swobodnego rozstrzygania”
“Czyś zapomniał, że człowiek woli spokój, a nawet śmierć, od wolnego wyboru w poznaniu dobra i zła?”
“(…) ratujcie nas od nas samych”.

Odkryta Tajemnica Życia jest dalej tajemnicą, tylko dlatego, że jej wcale nie chcemy, tak jak wolności, o czym tak genialnie pisze Dostojewski w rozdziale “Wielki Inkwizytor” powieści “Bracia Karamazow”. Nikt o “zdrowych zmysłach” nie chce rzucić się w ramiona “wielkiej troski straszliwych mąk osobistego i swobodnego rozstrzygania”, bo nie dość, że samo zadanie wydaje się koszmarnie abstrakcyjne, to jeszcze wymaga od nas poznania siebie. Nagle staje się jasne, dlaczego sensu Tajemnicy Życia nie znajdujemy tam, gdzie tak bardzo chcemy ją znaleźć – w przyjemnościach, egzotycznych podróżach, w wymuszonym na sobie spokoju lub w ramionach innego człowieka.Nie znajdujemy jej też w mądrościach i naukach innych ludzi, nawet tych największych z wielkich, bo za każdym razem, gdy zwracamy się w ich stronę, to już niepostrzeżenie i nieświadomie trzymamy w rękach sztandar “ratujcie mnie od siebie”. Chcemy rozwiązań i gotowych odpowiedzi na pytania, a poszukiwania prowadzą nas pod drzwi “przewodników”, którzy zasłaniają odkrytą już nawet w tym tekście Tajemnicę Życia. Oto ona: poznanie siebie.

Niepozorne dwa słowa, które są tak przepastne jak nieskończoność Wszechświata, głębokie i niepojęte jak czarne dziury w kosmosie, a w dodatku tak nieznośne, że aż chce się i pragnie wręcz, jak najszybciej odwrócić od nich uwagę. Przestać o tym myśleć i skupić się na czymś “sensownym”, bardziej osiągalnym, nadającym się do szybkiego uchwycenia umysłem i pragmatycznym na tyle, by szybko i namacalnie dało się wdrożyć w życie. Wszystko, byle tylko nie poznać siebie, bo intuicyjnie wiemy, że to najtrudniejsza w życiu podróż, dlatego tak łatwo przychodzi nam wypieranie tej możliwości z umysłu. Porzucamy ją, bardziej lub mniej świadomie, z wiarą, że istnieje wygodniejsze rozwiązanie. A tylko to jedno może dać nam szczęście, spełnienie, poczucie sensu i prawdziwy spokój – poznanie siebie.
Poznanie siebie, dla siebie i absolutnie samodzielnie. Człowiek nie potrzebuje żadnych przewodników, zwłaszcza tych duchowych, ponieważ oni nie prowadzą nas do siebie (nas samych), tylko do siebie (do nich i… ich kieszeni). Doskonale znają moc i siłę przekazu słów Dostojewskiego “(…) i uwierzą w nasze wyroki z radością, albowiem uwolnią ich one od wielkiej troski straszliwych mąk osobistego i swobodnego rozstrzygania”. 

 

Jaki okropny jest mój tekst – prawda? Zostawia Człowieka w punkcie, w którym nie wiadomo co ze sobą zrobić (skoro nie pod drzwi przewodników, którzy “wiedzą”). W punkcie, w którym NIE WIEM zaczyna rosnąć do gigantycznych rozmiarów, a irytacja na autorkę wprost proporcjonalnie do rozczarowania płynącego z braku rozwiązania.

Jeśli masz poczucie straconego czasu po przeczytaniu – rozumiem. Wszyscy jedziemy na autostradzie myśli, na której kierunki są jasno wytyczone: zgodnie z programem “kupowania rozwiązań naszych problemów”, poradnictwa, w tym złotych rad (mimo, że dobre rady są złe) i kreowania siebie, choć to największe okrucieństwo i szyderstwo z nas samych. Ja też jestem na tej autostradzie, której zasady funkcjonowania opisuje Noblista Daniel Kahneman w książce “Pułapki myślenia – o myśleniu szybkim i wolnym”. Jednak na ile to możliwe i najczęściej jak to możliwe zjeżdżam z autostrady w krzaczory – właśnie na takie przejażdżki myślami zapraszam Cię na moim blogu. Błądzenie po krzaczorach, coraz dalej od autostrady…

 

 

Ja Beata

You may also like

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.