Felietony różniste

Wariatka

wydostałam się z depresji

…bowiem samodzielnie wydostałam się z wieloletniej depresji, zrozumiałam swoje wypalenie, a wraz z nim załamania nerwowe i traumy. Osobiście oswoiłam kryzysy egzystencjalne i życiowe, a także dogaduję się ze swoimi konfliktami wewnętrznymi – wreszcie zupełnie sama. Oswobodzona! Choć wiem, że nikogo to nie obchodzi, tak jak fakt, że dotarcie do tego miejsca zajęło mi wiele, cholernie trudnych lat, ale…

…być może moje opowieści, refleksje i słowa przelane na tego bloga, okażą się dla Kogoś przydatne…

Dla Kogoś,
kto czuje się nieszczęśliwy, niespełniony, zagubiony, być może wypalony, załamany, pochłonięty przez depresję lub nieokreśloną pustkę, bezsens, nijakość. Dla Kogoś, kto czuje, że ma już “dość”, a nie wie co z tym poczuciem zrobić, bo jakby nic nie działa – ani motywacja, ani tak modny rozwój osobisty, ani nic tym podobnego. Dla zmęczonych “obowiązkiem” pozytywnego myślenia, nieustannego zmieniania się na “lepsze” i dążenia do celów, które jakoś jednak szczęścia nie dają. Dla Kogoś, kto czasem ma wrażenie, że nie pasuje – do tego świata, swojego życia, a nawet do własnych planów.

Zapraszam
do dziwacznej podróży w towarzystwie Wariatki,
która kwestionuje nawet to, czego nie zakwestionuje człowiek o zdrowych zmysłach. Dlaczego?

…ponieważ to jedyna sensowna droga, by ODNALEŹĆ SIEBIE…

i wydostać się z depresji…

Zanim umrę, muszę Ci TO powiedzieć
…i opowiedzieć o tym, jak umierałam w sobie za życia, mimo że świat wtedy widział we mnie energiczną i wykwalifikowaną managerkę. Jak zapadałam się coraz głębiej w depresji, poczuciu nieszczęścia i niemocy. Jak szukałam pomocy – dosłownie wszędzie. Od terapeutów, psychologów, coachów, po różne inne “możliwości” – metody, warsztaty, kursy, konsultacje, aż doszło do najbardziej absurdalnych – podejrzane medytacje, hipnozy, ustawienia, i inne, jeszcze bardziej żenujące. Chciałam dla siebie dobrze – chciałam zrobić wszystko, by wydostać się z tego paraliżującego stanu permanentnego nieszczęścia. Nic nie pomogło. Gdy uświadomiłam sobie, że w ciągu tych lat “rozwoju” wydałam równowartość domu, a mój stan nie poprawił się ani o gram – wqrwiłam się ostro.

W tej gigantycznej złości dotarło do mnie, że cała ta “pomoc” tych wszystkich “specjalistów” jest zwykłym oszustwem, żerowaniem na ludzkim nieszczęściu i wyłudzaniem pieniędzy. Wściekłam się na siebie za to, że byłam tak strasznie naiwna i zadałam sobie pytanie – jak to jest możliwe, że dałam się nabrać? Ja, magister marketingu z 20 letnim stażem dałam się nabrać na chwyty marketingowe? To niemożliwe, a jednak…prawdziwe.

Chaotyczna mieszanka pytań z ekstremalnymi emocjami okazała się jedynie początkiem dramatu, ponieważ dotarło do mnie również to, że… muszę pomóc sobie sama. Nie ma innego wyjścia. Jak mewy z filmu “Dziewczyna Hitchcocka” wtargnęły kolejne pytania: jak? jak to zrobić? jak mam sobie pomóc? Rozrywały mi głowę, a rozsądek trzymał mocno hamulec, powstrzymując mnie przed kolejnym wjazdem na autostradę “kup pomoc, radę, rozwiązanie”. Ledwo się powstrzymałam. Być może nie ja sama powstrzymałam siebie, tylko pomogła mi w tym Ciotka Depresja. Po kilku tygodniach, a może miesiącach w szlafroku, którego miękkość mnie dobijała, bo zupełnie nie chroniła ani przed chmarą kąsających pytań, ani przed rozczarowaniem, które złośliwie szeptało “nawet psychologia zawiodła”, pojawiły się cichutkie zwiastuny zupełnie innych myśli…wiem, że nic nie wiem, mimo tylu lat ciężkiej pracy nad sobą – co ja mam z tym zrobić?

Chwileczkę, ktoś to już kiedyś powiedział… wiem, że nic nie wiem…
i tak przeniosłam się do starożytnej Grecji, by poznać nieco bliżej autora – Sokratesa. Dzisiaj jestem na ostatnim roku Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, choć na pierwszym zaliczyłam przede wszystkim poważny kryzys egzystencjalny… zapisywałam się na studia z nadzieją, że tam znajdę prawdę, że ponad 2500 lat Filozofii, która jest PraMatką wszelkiej wiedzy pomoże mi znaleźć klucz do samej siebie – do człowieka. Tymczasem odkryłam, że…prawda nie istnieje. Nikt nie ma racji, słuszności i pewności w swoich rękach, bo nawet najwybitniejszych filozofów nieustannie kwestionują (słusznie zresztą), zatem…

w życiu jestem zdana na własne zdanie.
A to wbrew pozorom jest trudne zadanie, bo każde zdanie, myśl i przekonanie, trzeba oglądać z każdej strony i nieustannie sprawdzać, czy faktycznie jest moje, czy pożyczone, a może poprzez moc czyjegoś autorytetu przyklejone lub uładzone. Zaczęło się wielkie sprzątanie! Złotych porad wymiatanie. Wietrzenie toksycznych oparów różnych manipulacji. Utylizacja autorytetów, czyli uwalnianie swojego życia od wpływów innych ludzi – wszystkich: świętych, wielkich, ważnych (Wariatka?). A wszystko po to, by naprawdę POZNAĆ SIEBIE, bo właśnie na tej drodze leczy się depresja, załamania, konflikty wewnętrzne i traumy.

O tym jest ten blog. O samotnym błądzeniu, krytycznym myśleniu i odkrywaniu. O wyrywaniu siebie z obślizgłych, manipulacyjnych rąk innych i powrocie do siebie. O emocjach, abstrakcjach, paradoksach i absurdach. O dobroci ukrytej w depresji i odwadze wytrzymywania za sobą. O upadaniu i wstawaniu. O zrozumieniu siebie i wolności. Dlatego nie pouczam, nie nauczam, nie doradzam, prawd objawionych nie ogłaszam – ja tu tylko sprzątam.

…wydostałam się z depresji…

 

Ja Beata

You may also like

6 Comments

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.