Felietony różniste

Zanim umrę, muszę Ci TO powiedzieć…

… choć nikt o tym mówić nie chce. To ważne. Wiedzieć, zanim…opowie o tym depresja, wypalenie zawodowe, zagubiony sens życia lub poczucie nieszczęścia…

Zanim umrę, muszę Ci TO powiedzieć, jak bardzo niszczymy siebie i swoje życie płynąc z nurtem, który teraz jest tak bardzo modny. W tej pozornie wzniosłej i “dobrej” modzie kryje się zło, i wyrządzamy je sobie sami, mając bardzo dobrą intencję – zmiany siebie i życia na lepsze.

Zrozumiałam to dość późno, jednak całe szczęście, nie za późno i dzielę się z Tobą – jeśli tylko zechcesz przyjąć i rozważyć zupełnie inny punkt widzenia tego, co się z nami dzieje, co być może jest przyczyną załamań, depresji i poczucia nieszczęścia. A wszystko zaczyna się niesamowicie optymistycznie – żonglerka motywujących cytatów połączona z historiami osób, które “dokonały” spektakularnej zmiany, o czym niemal wszyscy marzymy, nawet jeśli tylko skrycie. Do tego zachęcające obrazy i mnóstwo, mnóstwo “narzędzi”, z których można skorzystać, by ulepszyć siebie i życie. Tak wkraczamy na drogę zwaną zmienianiem siebie lub …

Kreowanie siebie,
choć brzmi wspaniale i niezwykle atrakcyjnie, bo już swym wydźwiękiem daje nam poczucie sprawczości, sygnalizuje “nieograniczone możliwości” zmiany, a przede wszystkim pozornie implikuje władzę nad sobą i życiem, wedle własnego, wykreowanego życzenia, to w swej istocie jest okrucieństwem i szyderstwem z nas samych. Jest trucizną, która infekuje nasze myśli, i na skrzydłach iluzorycznej nadziei zanosi nas do depresyjnego podziemia. Koncept kreowania siebie to straszliwa zmora, która pożera nasze Jestestwo, rozszarpuje prawdziwą osobowość i oszukuje tak podle, że kalecząc siebie myślimy, że robimy dobrze. Niemal każdy krok wykonywany z “pomocą” gotowych “narzędzi”, o których była mowa wcześniej lub pod wpływem “wspaniałych” i inspirujących ideologii oraz metod, ma większą szansę wygenerować szereg konfliktów wewnętrznych, niż realną zmianę na lepsze. Po pierwszej dawce mocnych i gorzkich słów, czas na wyjaśnienia i uzasadnienie ich słuszności. Zacznę od postawienia pytania: czym jest “kreowanie siebie”? Mówią nam, doradzają i nawet za rączkę poprowadzą do odpowiedzi “jak to zrobić” (za odpowiednią stawkę), ale czy zadajemy sobie pytania:

Czym jest “kreowanie siebie”? Co to znaczy “kreować siebie”?
Ustalmy, że odpowiedź nie ma na celu utworzenia właściwej definicji, (którą wstawimy do Wikipedii), tylko zrozumienie istoty tego modnego konceptu. Zatem wystarczy nam intuicja, refleksja oraz obserwacja ludzi, a i własne, życiowe doświadczenia.
W chwili, gdy pojawia się chęć lub pomysł kreowania siebie musi istnieć w nas jakiś rodzaj niezadowolenia z siebie, niewygoda w byciu sobą w takiej a nie innej postaci, niespełnienie lub wręcz nieokreślone nieszczęście –  ujmując rzecz bardzo ogólnie, by każdy miał przestrzeń na wstawienie tego, “co jest nie tak, jak powinno być”. A nielubiane przeze mnie słowo “musi” użyte w poprzednim zdaniu poprowadzi nas do jego potwierdzenia, bo jeśli nie istnieje to co wymieniono, to człowiek na taki pomysł nie wpadnie. To oczywiste, że zadowolona z siebie Istota, która czuje się ze sobą komfortowo nie ma potrzeby, by zmieniać siebie. Zatem jasne jest, że proces kreowania siebie uruchamiany jest, bo “coś jest nie tak” i jakby na starcie obiecuje, że przeskoczymy przez to “coś jest nie tak”, by osiągnąć idealną postać własnej kreacji. Bez znajomości psychologii możemy zauważyć, że ową kreacją chcemy zamaskować to, co sprowadziło nas do tego pomysłu. Chcemy bezgłośnie pominąć, a wręcz zlikwidować to, “co jest nie tak”. Chwila ciszy…

Następnie, stosując się do zaleceń i złotych rad, czepiamy się kurczowo wizji siebie z przyszłości. To tak, jakbyśmy oczami wyobraźni patrzyli tylko na piękny pąk wymarzonej róży i…udawali, że kolce na jej łodygach nie istnieją. Wmawiamy sobie, że nie czujemy, jak ciernie wbijają się boleśnie i rozrywają ciało. Jeśli metafora jest niewystarczającym obrazem, to możemy ująć to wprost. Wyrzekamy się siebie. Nie chcemy samych siebie w takiej postaci, jaką jesteśmy. Dajemy sobie dowód na to, jak bardzo nie akceptujemy siebie. Osobiście wyszydzamy własne Ja i uznajemy, że nie może istnieć takie, jakie JEST. Mówimy wyraźnie i stanowcze NIE swoim prawdziwym emocjom i wypierając je, żądamy od siebie, by czuć tylko to, co miłe i optymistyczne. A to wszystko pudrujemy dobrymi intencjami i pozornie pozytywnymi chęciami i jesteśmy gotowi uwierzyć w każdą, nawet najbardziej absurdalną teorię czy “magię”, byle tylko zmanipulować rzeczywistość. By stać się Kimś Innym niż Jesteśmy. Oto co robimy sobie – zmieniając lub kreując siebie. To oznacza, że generujemy gigantyczny konflikt wewnętrzny, który ma potencjał doprowadzić nas do szaleństwa. Zamiast upragnionej pozytywnej zmiany siebie, uczymy się uprawiać schizofrenię. Oszukujemy siebie, a to jest okrucieństwo, które wyrządzamy sobie sami. Chwila ciszy… po drugiej dawce gorzkich słów.

SENSowna alternatywa ISTNIEJE.
W oparach toksycznej dla nas chęci zmiany, a wręcz żarliwego pożądania wykreowania siebie na nowo, podsycanego atrakcyjnymi “inspiracjami” różnej maści “specjalistów”, prawie niemożliwe jest, by zauważyć sensowną alternatywę. Ścieżki neuronowe w naszych mózgach są tak przyzwyczajone do karmienia się “wzmacniającymi” przekazami, które na chwilę uwalniają dopaminę, że nie jesteśmy nawet zainteresowani tym, by zwrócić uwagę na… siebie – tak po prostu, prawdziwie i szczerze. SENSowną alternatywą kreowania siebie jest: ODKRYWANIE i POZNANIE siebie.

Widzisz różnicę? 

A może nawet natychmiastową (uwaga) ZMIANĘ w podejściu do siebie?
Już nie trzeba zmuszać się do wykonywania niewykonalnych zadań: “pokochaj siebie”, “zaakceptuj siebie”, “myśl pozytywnie”, zrób to czy tamto. Wystarczy z ciekawością przyglądać się sobie i swoim emocjom. Wtedy możemy je prawdziwie poznawać, i dopiero wtedy mamy szansę je zrozumieć, dlaczego są takie, a nie inne. Dajemy szansę sobie, na zrozumienie siebie. Choć to trudna droga, to prowadzi w stronę Życia, (a nie zakatowania siebie i własnego Ja).
Mam nadzieję, że dostrzegasz również kolejną, bardzo istotną różnicę – w odkrywaniu i poznawaniu siebie nie ma miejsca na złote rady, metody, nauczania czy pouczania przez innych ludzi. Człowiek nie potrzebuje żadnych przewodników, a zwłaszcza tych duchowych, bo…są naszym zatraceniem i zgubą (choćby nie wiem jak cudnie przyodziani). Tej tezy będę bronić do końca swoich dni, bo stała się moim osobistym wyzwoleniem, czego każdemu życzę.

Teraz JESTEŚ w dobrych rękach,
bo tylko w swoich własnych i tylko pod swoim własnym przewodnictwem. A przed Tobą najciekawsza podróż – Życie. Nigdy wcześniej nie było kogoś takiego jak Ty i nigdy więcej na świecie nie pojawi się ktoś dokładnie taki jak TY. Kim Jesteś, absolutnie unikatowy i dlatego tak bardzo ciekawy Człowieku?

Ja Beata

You may also like

3 Comments

  1. DZIĘKUJE za te słowa. Może ktoś powie, ze ja głupia – ale wiara, normalni ludzie wokół, kreatywni członkowie rodziny – pozwolili mi trzymać się z daleka od tego „kreowania” świata.. i jestem z tego dumna. Przede wszystkim, trzeba czuć się szczesliwym (nawet, gdy waży się 100 kg, czy 55 kg, czy jest się pełnosprawnym, czy niepełnosprawnym). Czasem trzeba porzucić korporacje na rzecz np zajęć z dziećmi. Trzeba czuć swoją wartość cały czas!

    1. Ja również bardzo dziękuję za słowa…czy ktoś nas nazwie „głupia” czy „wariatka” to nie ma żadnego znaczenia 🙂 Bardzo gratuluję dumy ze swojej drogi i kłaniam się z wdzięcznością za komentarz. Serdecznie pozdrawiam 🙂

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.